Nie krzyczałem. Wszyscy inni już to robili.
Wyskoczyłem przez okno i sam stanąłem na zimnej, popękanej szybie. Pod moimi butami leżało siedemdziesiąt stóp nicości. Sieć pęknięć jęczała cicho przy każdym przeniesieniu ciężaru mojego ciała.
„Rowan”. Starałam się mówić spokojnie, na poziomie zwykłej rozmowy, a ta zwyczajność przebiła się przez histerię właśnie dlatego, że nie pasowała do tej chwili.
Rowan zamarła, a rzeźba wciąż była uniesiona. Spojrzała na mnie dzikim wzrokiem, z twarzą pokrytą popiołem. „Cofnij się! Musimy to zepsuć! Musimy sprawić, żeby tak nas znienawidzili, że pozwolą nam zniknąć!”
„Jeśli stłuczesz tę szybę, spadniesz” – powiedziałem, powoli robiąc krok w przód. „A jeśli spadniesz, kto ochroni Sofię?”
Jej wzrok powędrował w dół, do trzyletniej dziewczynki, która kurczowo trzymała się jej podartej jedwabnej spódnicy.
„Zamknie nas w klatce, Camila” – szlochała Rowan, a gniew w końcu wybuchł, odsłaniając przerażoną trzynastolatkę. „Mój tata już nas nie chce. Za bardzo mu ją przypominamy”.
Zrobiłem kolejny krok. „Twój tata dusi się we własnym żalu. Jest teraz ślepy. Ale zaraz udowodnisz, że Mark Ellison miał rację. Dajesz mu dokładnie to zwycięstwo, po które tu przyszedł”.
Pod nami Mark krzyczał do ochrony, żeby ściągnęła mnie ze szyby. „Wynieście stamtąd tę szaloną pokojówkę! Ona ich drażni!”
Zignorowałam go całkowicie. Uklękłam na popękanej powierzchni, ignorując ostry jęk protestu pode mną, i spojrzałam Rowanowi prosto w oczy. Zerwałam z sobą wszelkie zawodowe granice, które sobie wytyczyłam, i otworzyłam drzwi, które trzymałam zamknięte na klucz od szesnastego roku życia.
„Moja siostra miała na imię Elena” – powiedziałam, a mój głos drżał teraz, ochrypły od zimnego powietrza. „Miała dziewięć lat. Pożar wybuchł w kuchni. Miałam ją pilnować. Zamarłam, Rowan. Stałam pod jej drzwiami i słuchałam jej krzyku, bo byłam zbyt przerażona, żeby przejść przez płomienie. Żyłam w tych popiołach przez jedenaście lat”.
Oczy Rowana rozszerzyły się. Rzeźba opadła o cal.
„Dokładnie wiem, jak to wygląda, gdy świat płonie, a dorośli nic nie robią, żeby temu zapobiec” – powiedziałam, a łzy w końcu spłynęły mi po twarzy. „Ale nie możesz się podpalić tylko po to, żeby ich zapalić. Jesteś spuścizną po Lucíi Hawthorne. Nie walczyła z rakiem przez cztery lata tylko po to, żeby patrzeć, jak skaczecie ze szklanej półki”.
Wyciągnąłem rękę, wnętrzem dłoni do góry. „Daj mi żelazo, Rowan. Pozwól mi ugasić ten ogień za ciebie”.
Na jedną chwilę cały świat zdawał się stać w miejscu. Krzyki w dole ucichły, zamieniając się w biały szum. Był tylko wiatr, pęknięte szkło i jedna rozbita dziewczyna patrząca na jedną rozbitą kobietę.
Rowan spojrzała na rzeźbę w swoich dłoniach. Spojrzała na Marka Ellisona, wciąż machającego gorączkowo do ochroniarzy pędzących po schodach. Potem spojrzała na mnie.
Z szlochem, który zdawał się dochodzić gdzieś głęboko spod jej żeber, upuściła rzeźbę. Potoczyła się niegroźnie po szkle. Opadła mi w ramiona, chowając twarz pokrytą smugami popiołu w moim ramieniu, a pozostałe dziewczyny natychmiast rzuciły się na nas, niczym splątana gromadka wyczerpanych, płaczących dzieci, kurczowo trzymających się jedynej stabilnej rzeczy, jaką mogły znaleźć w środku burzy.
Mocno ich wszystkich tuliłem, szepcząc im do ucha, gdy drzwi do przejścia za nami gwałtownie się otworzyły. Wypadło trzech ochroniarzy, a za nimi zaczerwieniony Mark Ellison.
„Złap ją!” – warknął Mark, dźgając mnie drżącym palcem. „Aresztuj tę kobietę za wtargnięcie i narażenie na niebezpieczeństwo! Doktorze Aris, przygotuj środki uspokajające dla dziewczynek!”
Strażnicy chwycili mnie za ramiona, gotowi odciągnąć mnie od dzieci. Przygotowałam się na to.
Zamiast tego, ręka zacisnęła się na ramieniu Marka Ellisona z taką siłą, że ten wyraźnie się zachwiał.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






