„Czytaj dalej.”
Słowa te wyrwały się z gardła Nicholasa Castellano tak cicho i nieczytelnie, że przez jedną szaloną sekundę pomyślałem, że przemówiła przez niego burza.
Jego dłoń nadal spoczywała na moim nadgarstku.

Nie ze słabości. Nie przez przypadek.
Jego palce wbijały się w moją skórę z siłą, która powinna być niemożliwa dla człowieka, który nie ruszał się od sześciu miesięcy. Jego oczy, początkowo czarne i nieostre, przebijały się przez mgłę świata, w którym był uwięziony. Wpatrywały się we mnie z przerażającym wysiłkiem.
Otworzyłem usta, żeby krzyczeć o pomoc.
Zacisnął mocniej uścisk.
„Nie” – wyszeptał.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






