Monitor pracy serca go zdradził, pędząc szaleńczo zielonymi piknięciami po ekranie. Sala rozbłysła na czerwono światłami cofania, a grzmoty przetoczyły się nad Chicago niczym coś ogromnego ciągnącego łańcuchy po niebie.
„Nicholas” – wyszeptałam drżącym głosem. „Nie śpisz”.
Jego wzrok powędrował w stronę drzwi.
Dopiero wtedy zrozumiałem.
Strażnicy.
Kamery.
Mężczyźni na zewnątrz, którzy nigdy się nie uśmiechnęli i nigdy nie zadali pytania, na które nie znali już odpowiedzi.
Powoli, z bólem poruszał ustami.
“Czytać.”
Puls walił mi w gardle. Spojrzałam na książkę leżącą na podłodze, potem na monitor, a potem na jego twarz. Jego oczy nie były już zamglone. Teraz były ostre. Nie do końca żywe, nie do końca zdrowe, ale świadome w sposób, który mnie przeszył.
Nie prosił mnie o pocieszenie.
Wydawał mi rozkaz.
Drżącymi palcami sięgnąłem po książkę, podniosłem ją i otworzyłem na przypadkowej stronie.
Mój głos był słaby.
„Żołnierz wrócił do domu, który już nie znał jego imienia…”
Nicholas puścił mój nadgarstek.
Ślady jego palców pozostały na mojej skórze w postaci bladych półksiężyców.
Czytałam głośniej, walcząc o opanowanie. Co kilka sekund moje oczy zerkały na drzwi. Burza maskowała drżenie mojego głosu, ale nic nie mogło ukryć alarmu monitora, jeśli ten stale narastał.
Wzrok Nicholasa powędrował w stronę maszyny.
Zrozumiałem wystarczająco dużo.
Zmusiłam się do poruszania jak pielęgniarka, a nie jak przerażona dziewczyna stojąca obok mężczyzny, który nie powinien móc mówić. Wyciszyłam alarm, sprawdziłam jego przewody i poprawiłam czujnik na jego palcu, udając, że poprawiam błędny odczyt.
„Złe połączenie” – powiedziałem na głos, jakby ktoś mógł mnie podsłuchiwać. „W porządku, panie Castellano. To tylko burza”.
Jego usta drgnęły.
Ani jednego uśmiechu.
Coś zimniejszego.
Czytałem dalej.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






