Minutę później drzwi się otworzyły.
Jeden z mężczyzn w garniturach wszedł do środka. Nazywał się Enzo, choć nikt mi tego oficjalnie nie powiedział. Słyszałem kiedyś, jak inny strażnik tak mówił, kłócąc się o rozmowę telefoniczną na korytarzu.
Miał srebrne skronie i wybrzuszenie w kształcie pistoletu pod marynarką.
„Jakiś problem?” zapytał.
Nie patrzyłem na Nicholasa.
„Migotanie zasilania zakłóciło pracę monitora” – powiedziałem, dumny, że mój głos się nie załamał. „To się zdarza. Jego parametry życiowe wróciły do normy”.
Enzo podszedł bliżej łóżka.
Zbyt blisko.
Nicholas leżał nieruchomo, z zamkniętymi oczami i otwartymi ustami, jego ciało leżało bezradnie pod białym prześcieradłem.
Wpatrywałem się w monitor, bo bałem się, że moja twarz nas zdradzi.
Enzo spojrzał na mnie i na Nicholasa.
„Zawsze mu czytasz?”
Zacisnęłam palce na książce.
„Czasami” – powiedziałem. „To pomaga przetrwać noc”.
„On cię nie słyszy.”
„Nie” – odpowiedziałem. „Ale mogę”.
Przez chwilę Enzo milczał.
Po czym zaśmiał się cicho, zupełnie bez humoru.
„Wy, pielęgniarki, jesteście dziwne.”
Odwrócił się i odszedł.
Drzwi zamknęły się z kliknięciem.
Odczekałem pięć sekund zanim wziąłem oddech.
Oczy Mikołaja otworzyły się ponownie.
„Potrzebujesz lekarza” – wyszeptałem.
„Żadnych lekarzy”.
„Byłeś w śpiączce przez sześć miesięcy.”
„Trzy” – wychrypiał.
Zamarłem.
“Co?”
Jego usta ledwo się poruszały. „Świadomy… trzy miesiące”.
Książka wyślizgnęła mi się z rąk.
Zrobiło mi się niedobrze.
Trzy miesiące.
Każde słowo, które wypowiedziałem w tym pokoju, natychmiast do mnie wróciło. Każde wyznanie. Każda męcząca skarga. Każdy mały żart. Każdy sekret, który wypowiedziałem na głos, bo wierzyłem, że mężczyzna w łóżku to nic innego jak ciało z bijącym sercem.
Słyszał mnie.
Wszystko.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






