Był weekend z okazji Dnia Pamięci i mieliśmy jechać na kemping do naszej rodzinnej farmy. Moi dwaj synowie wstali wcześnie. Przyszli i przytulili się do mnie w łóżku, zanim wstałam i zaczęłam przygotowywać się do naszego weekendowego wyjazdu. Zdałam sobie sprawę, że moja córka Aria śpi dość długo, więc poszłam ją sprawdzić. Zaglądając do jej sypialni, nie mogłam stwierdzić, czy oddycha. Podeszłam bliżej, żeby upewnić się, że wszystko z nią w porządku, i spojrzałam na jej białe łapki, i wiedziałam, że coś jest nie tak. Kiedy ją podniosłam, wiedziałam, że zniknęła.

Te chwile przerażenia, paniki, szoku, odtwarzały się w mojej głowie raz po raz. Nie ma słów, które mogłyby opisać moją reakcję ani uczucia, które przeszyły moje ciało, poza tym, że oszalałam. Właśnie ostatnio myślałam, że to są momenty, w których mój mózg pęka. Wiem, że to chwile, których wiele z nas doświadczyło, gdy dziecko umiera z powodu SIDS lub SUDC. Po tym, jak dzwoniłam pod numer 911 i próbowałam skontaktować się z moim mężem, Justinem, raz po raz, byłam pewna, że jej nie ma. Nigdy nie doświadczyłam takiej traumy i bólu. To prawie jak doświadczenie poza ciałem. To nie jest prawdziwe życie i to nie mogło przydarzyć się mojej księżniczce.

Kiedy wspominam tamten dzień, jestem niezmiernie wdzięczna za życzliwość i opiekę, jaką nam zapewnili policja i śledczy. Wiem, że niektórzy ludzie byli traktowani „dopóki nie są niewinni” z powodu nieznanych przyczyn śmierci dziecka. Musieliśmy przejść przez to i na nowo przeżyć nasze ostatnie dni z Arią. Potem musiałam przejść przez to, co się stało i jak znalazłam Arię. Śledczy był niezwykle miły i powiedział: „Przykro mi, że musimy to zrobić, to dla ciebie takie trudne. To coś, co musimy zrobić, gdy dziecko umiera w domu”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






