REKLAMA

„Trzymaj się swojego konta oszczędnościowego” – zaśmiał się mój brat podczas kwartalnego rodzinnego spotkania inwestycyjnego. „To dla ludzi, którzy rozumieją prawdziwe pieniądze” – zgodził się tata. Cicho popijałem kawę, podczas gdy Marcus przypisywał sobie zasługi za kolejny rekordowy rok – aż do momentu, gdy mój telefon rozświetlił się telefonem od dyrektora zarządzającego naszym portfelem wartym 234 miliony dolarów, z pytaniem, czy powinien zablokować dostęp mojej rodziny po tym, jak Marcus próbował przelać 50 milionów dolarów bez autoryzacji.

REKLAMA
„Trzymaj się swojego konta oszczędnościowego” – zaśmiał się mój brat podczas kwartalnego rodzinnego spotkania inwestycyjnego. „To dla ludzi, którzy rozumieją prawdziwe pieniądze” – zgodził się tata. Cicho popijałem kawę, podczas gdy Marcus przypisywał sobie zasługi za kolejny rekordowy rok – aż do momentu, gdy mój telefon rozświetlił się telefonem od dyrektora zarządzającego naszym portfelem wartym 234 miliony dolarów, z pytaniem, czy powinien zablokować dostęp mojej rodziny po tym, jak Marcus próbował przelać 50 milionów dolarów bez autoryzacji.
REKLAMA

„Trzymaj się swojego konta oszczędnościowego” – zaśmiał się mój brat na rodzinnym zebraniu.

Tata skinął głową. „To dla prawdziwych inwestorów”.

Popijałem kawę.

Dyrektor inwestycyjny zadzwonił:

„Czy powinienem zamrozić dostęp do ich aktywów o wartości 200 milionów dolarów?”

Grupa Inwestycyjna Rodziny Morrison spotykała się kwartalnie w gabinecie mojego ojca, wyłożonym boazerią pokoju, w którym unosił się zapach starych pieniędzy i starej skóry. Wokół mahoniowego stołu konferencyjnego zebrało się dwudziestu trzech członków rodziny, reprezentujących cztery pokolenia Morrisonów, z niecierpliwością oczekujących na informacje o wynikach naszego wspólnego portfela wartego 200 milionów dolarów.

Usiadłem na swoim zwykłym miejscu przy drzwiach, wystarczająco blisko, aby móc obserwować, ale jednocześnie wystarczająco daleko, aby łatwo o mnie zapomnieć.

„W tym kwartale osiągnęliśmy znakomite wyniki” – oznajmił mój brat Marcus, stojąc na czele stołu obok taty niczym książę obok króla.

Marcus mianował się nieoficjalnym rzecznikiem inwestycyjnym rodziny trzy lata temu, tuż po ukończeniu studiów MBA na Wharton.

„Portfel wzrósł o 17% rok do roku. Nasze inwestycje w sektorze technologicznym przynoszą szczególnie dobre wyniki, a nasze aktywa w nieruchomościach w Austin i Miami zyskały na wartości ponad prognozy”.

Wokół stołu rozległy się oklaski.

Tata promieniał z dumy, widząc swojego najstarszego syna, 42-latka, który wyglądał jak odnoszący sukcesy menedżer funduszu hedgingowego, za którego się podawał. Garnitur szyty na miarę, zegarek Patek Philippe, idealna fryzura, która prawdopodobnie kosztowała więcej niż raty większości samochodów.

„Tak się dzieje, gdy pozwalasz profesjonalistom zarządzać poważnymi pieniędzmi” – kontynuował Marcus, przeglądając prezentację PowerPoint na 70-calowym ekranie zamontowanym na ścianie. „Inwestorzy-amatorzy reagują emocjonalnie, podejmują decyzje reaktywne i podążają za trendami. Profesjonalni inwestorzy, tacy jak nasz zespół, rozumieją podstawy rynku, stopy zwrotu skorygowane o ryzyko i strategie dywersyfikacji portfela”.

Popijałem wodę i nic nie mówiłem.

Kuzyni, ciotki i wujkowie przy stole kiwali głowami, chłonąc popisy Marcusa niczym ewangelię. Większość z nich nie miała pojęcia, jak właściwie działają portfele inwestycyjne. Wiedzieli tylko, że kwartalne wypłaty stale napływały, finansując ich życie, a Marcus przypisywał sobie za to wszystko zasługę.

„Teraz” – powiedział Marcus, zmieniając ton na poważniejszy – „musimy omówić kwestię dostępu do portfela w przyszłości. Pojawiły się pewne obawy dotyczące członków rodziny, którzy mogą nie do końca rozumieć złożoność naszej strategii inwestycyjnej, próbując nadmiernie angażować się w proces decyzyjny”.

Moja kuzynka Jennifer podniosła rękę.

„O jakim rodzaju zaangażowania mówimy?”

„Pytania dotyczące konkretnych aktywów, prośby o ocenę wyników poszczególnych inwestycji, sugestie dotyczące alokacji sektorowej” – odpowiedział Marcus. „Mikromanagement, który może utrudniać naszemu zespołowi specjalistów skuteczną realizację strategii”.

„Brzmi rozsądnie” – powiedział wujek Tom. „Zatrudniliśmy ekspertów nie bez powodu. Pozwólmy im wykonywać swoją pracę”.

„Dokładnie” – zgodził się Marcus. „Co prowadzi mnie do pewnej propozycji. Chciałbym wdrożyć wielopoziomowy system dostępu. Członkowie rodziny, którzy wykażą się zaawansowaną znajomością zasad inwestowania, mieliby pełną przejrzystość i prawo głosu. Inni otrzymywaliby kwartalne podsumowania i wypłaty, ale nie mieliby dostępu do szczegółowych systemów zarządzania portfelem”.

„Jak rozpoznać, kto jest wyrafinowany?” zapytała moja ciocia Rachel.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA