„Ona marnuje czas na obrazy” – oznajmiła moja siostra swoim elitarnym przyjaciółkom.
„Nie stać mnie nawet na czynsz” – dodała mama.
Jadłem dalej w ciszy.
Na iPadzie mojego brata pojawiło się powiadomienie:
„Opublikowano najlepiej sprzedającego się artystę na świecie…”
Ich widelce opadły…
Kryształowe żyrandole w jadalni mamy rzucały idealne światło na mahoniowy stół. Nauczyłam się doceniać, jak drogo wszystko tu wyglądało: importowane włoskie talerze, belgijskie lniane serwetki, centralny element, który kosztował więcej niż miesięczny czynsz większości ludzi.
Moja siostra Rachel nalegała na ten rodzinny obiad, choć podejrzewałem, że tak naprawdę chodziło jej o pochwalenie się zaręczynami z bankierem inwestycyjnym siedzącym obok niej.
„No więc, Emmo” – zaczął narzeczony Rachel, Devon, krojąc wołowinę Wagyu z chirurgiczną precyzją. „Rachel wspomniała, że nadal zajmujesz się sztuką”.
Zjadłem mały kęs szparagów.
„Maluję. Tak.”
„Jak uroczo” – wtrąciła mama, dolewając sobie wina. „Chociaż wciąż mamy nadzieję, że z tego wyrośnie. Ma już 32 lata”.
Rachel roześmiała się, a jej śmiech był ostry i wyćwiczony.
„Mama zachowuje się dyplomatycznie. Emma mieszka w kawalerce w dzielnicy magazynowej. Miała na sobie tę samą sukienkę na trzech ostatnich rodzinnych imprezach”.
Spojrzałam na moją granatową sukienkę. Była prosta, dobrze uszyta i tak, nosiłam ją już wcześniej.
„Jest wygodnie.”
„Właśnie w tym tkwi problem” – powiedział mój brat Marcus, nie odrywając wzroku od telefonu.
Pracował w branży technologicznej i często i szczegółowo wyjaśniał nam, czym są kryptowaluty.
„Żadnych ambicji, żadnego zapału, po prostu maluję rzeczy, których nikt nie chce.”
Wyraz twarzy Devona zmienił się i zaczął wyrażać coś pomiędzy litością a dyskomfortem.
„Cóż, sztuka jest ważna dla kultury i innych rzeczy.”
„Nigdy nie sprzedała ani jednego egzemplarza” – powiedziała mama, jakbym nie siedziała metr ode mnie. „Ani jednego. Ma trzydzieści dwa lata i nigdy nie zarobiła porządnej pensji”.
Ostrożnie odłożyłem widelec. Łosoś na moim talerzu kosztował pewnie z 80 dolarów. Za te pieniądze mógłbym kupić płótno i farby na tydzień.
„Sprzedałem części.”
„Komu?” – zapytała Rachel. „Twoim znajomym ze szkoły artystycznej, którzy też nie mogą zapłacić czynszu?”
„Różni kolekcjonerzy.”
Marcus w końcu podniósł wzrok znad telefonu.
„Kolekcjonerzy, prawda? Tak nazywamy ludzi, którzy kupują rzeczy na wyprzedażach garażowych?”
„Po prostu mówię” – kontynuowała mama, a jej głos przybrał ton, którego używała, gdy chciała brzmieć rozsądnie, mówiąc coś okrutnego. „W pewnym momencie musisz pogodzić się z rzeczywistością. Twój ojciec i ja zapłaciliśmy za cztery lata na znakomitym uniwersytecie. Mogłaś studiować biznes, prawo, medycynę. Zamiast tego wybrałaś sztukę i zobacz, do czego cię to doprowadziło”.
„Jej nawet nie stać na samochód” – dodała Rachel, wskazując kieliszkiem wina. „Wszędzie jeździ autobusem. Wyobrażasz sobie? Autobusem?”
Devon poczuł się nieswojo.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






