„Transport publiczny w tym mieście jest naprawdę bardzo wydajny”.
Rachel dotknęła jego ramienia.
„Jesteś słodka, ale nie, to żenujące. Emma, mogłabyś pracować w firmie taty. Recepcjonistka, może? Przynajmniej miałabyś ubezpieczenie zdrowotne”.
„Mam ubezpieczenie zdrowotne.”
„Przez giełdę rządową” – powiedziała mama, brzmiąc jak choroba. „Bo kwalifikujesz się jako osoba o niskich dochodach. Rozumiesz, jak to odbija się na tej rodzinie?”
Wziąłem łyk wody. Lód brzęknął o kryształową szklankę. Pewnie bakarat. Mama używała tylko najlepszych na rodzinne obiady, zwłaszcza gdy Rachel przyprowadzała Devona.
„Przyjechała na moje zaręczyny Uberem” – powiedziała Rachel do Devona, jakby zdradzała skandaliczny sekret. „Nawet nie Uber Black. Zwykłym Uberem”.
„Nie mam samochodu” – odpowiedziałem spokojnie.
„Dokładnie” – wtrącił Marcus. „Bo cię na to nie stać. Żyjesz od wypłaty do wypłaty. Och, czekaj. Z jakiej wypłaty? Żyjesz z tego, co dadzą ci przypadkowi ludzie za obrazy, którymi pewnie zakrywają plamy na ścianach”.
Mama westchnęła długo i teatralnie.
„Wiązaliśmy z tobą takie nadzieje, Emmo. Byłaś taka bystra w szkole. Pamiętasz, jak wygrałaś konkurs na esej w dziesiątej klasie? Myśleliśmy, że zostaniesz pisarką albo profesorką, kimś szanowanym”.
„Zamiast tego maluje” – powiedziała Rachel, kręcąc głową. „Obrazy przypadkowych rzeczy. Pejzaże, portrety, nic oryginalnego”.
„Właściwie…” zacząłem.
„I nie mów mi o jej pracowni” – przerwała mama. „Odwiedziłam ją raz. Raz. Budynek nadaje się do rozbiórki. Betonowe podłogi, odsłonięte rury, brak porządnego ogrzewania. Ma płytę grzewczą do gotowania, na litość boską”.
„Ma charakter” – powiedziałem cicho.
„Są tam karaluchy” – poprawiła mama. „Widziałam trzy. Trzy, w biały dzień”.
Devon wyglądał na coraz bardziej nieswojo, trzymając widelec między talerzem a ustami.
„Cóż, jestem pewien, że Emma robi to, co ją uszczęśliwia. I czyż nie jest to właśnie…”
„Happy nie płaci rachunków” – przerwał mu Marcus. „Happy nie buduje kapitału. Happy nie przygotowuje się do emerytury. Wiesz, co ona ma w swoim 401(k)? Nic. Zero. Sprawdzałem.”
Mrugnęłam.
„Sprawdziłeś moje konto emerytalne?”
„Mama dała mi dostęp” – powiedział lekceważąco. „Ktoś musi monitorować sytuację finansową rodziny. Jesteś obciążeniem, Emmo. 32-latką, która ma farbę pod paznokciami i urojenia o tym, że odniesie sukces jako artystka”.
Rachel pochyliła się do przodu, a jej pierścionek zaręczynowy zabłysnął w świetle. Trzy karaty, wspominała już kilka razy.
„To po prostu smutne, szczerze mówiąc. Siostra Devona jest lekarką. Jego brat jest wspólnikiem w firmie konsultingowej. A ty, nieudana artystka, której nie stać nawet na oprawienie własnych prac”.
„Oprawiam swoje dzieła” – powiedziałem.
„Czym? Patyczkami do lodów?”
Marcus zaśmiał się z własnego żartu.
Mama wyciągnęła rękę i poklepała mnie po dłoni, a jej wyraz twarzy był przepełniony sztucznym współczuciem.
„Kochanie, nie chcemy cię skrzywdzić. Chcemy pomóc. Musisz stawić czoła faktom. Nie odniesiesz sukcesu jako artystka. Czas znaleźć prawdziwą pracę, coś stabilnego. Może poznaj miłego mężczyznę z karierą. Ustabilizuj się. Devon, czy twoja firma nie ma wakatów dla asystentów administracyjnych?”
„Musiałbym to sprawdzić” – powiedział Devon, wyraźnie pragnąc być gdzie indziej.
„Widzisz? Możliwości” – powiedziała mama radośnie. „Mogłabyś pracować w porządnym biurze, nosić profesjonalne ubrania, przyczyniać się do rozwoju społeczeństwa. Czy to nie lepsze niż gnuśnieć w tej okropnej pracowni, udając, że jesteś następnym Picasso?”
„Nigdy nie porównywałem się do Picassa”.
„Bo nie mogłeś”, powiedziała Rachel. „Picasso odniósł sukces. Picasso sprzedawał obrazy. Picasso nie mieszkał w przerobionym magazynie z wątpliwą instalacją elektryczną i nie jeździł autobusem po makaron ramen”.
Wziąłem kolejny kęs szparagów. Były idealnie doprawione, prawdopodobnie przygotowane przez kucharkę, którą mama zatrudniała do tych obiadów. Przestała sama gotować lata temu, kiedy fundusz hedgingowy taty naprawdę się rozkręcił.
„Wiesz, co myślę?”
Marcus z naciskiem odłożył telefon.
„Myślę, że jesteś samolubny. Mama i tata zainwestowali w twoją edukację, w twoje życie, a ty nie dałeś im nic w zamian poza wstydem. Wiesz, jak to jest dla mamy w jej klubie golfowym? „Jak się mają twoje dzieci?” „Och, Rachel wychodzi za mąż za bankiera inwestycyjnego. Marcus pracuje w branży technologicznej. A Emma… no cóż, Emma maluje”.
„Mówimy ludziom, że wciąż szukasz siebie” – powiedziała mama ze smutkiem. „Masz 32 lata i wciąż szukasz siebie”.
„Większość ludzi odnalazła siebie przed 25 rokiem życia” – dodała Rachel. „Ale nie Emma. Emma potrzebuje więcej czasu, żeby odkryć, że nie ma żadnych poszukiwanych umiejętności ani perspektyw”.
Devon odchrząknął.
„Rachel, może…”
„Nie, ona musi to usłyszeć” – upierała się Rachel. „Jesteśmy rodziną. Jeśli my jej nie powiemy prawdy, to kto? Emmo, marnujesz życie. Nie masz nic. Niczego nie osiągnęłaś. Nie zmierzasz donikąd”.
„Jestem zadowolony ze swojej pracy” – powiedziałem.
„Zadowolona” – powtórzyła mama, nadając temu słowu jadowity wydźwięk. „Zadowolona z porażki. Zadowolona z ubóstwa. Zadowolona z rozczarowania”.
„Masz w ogóle jakieś obrazy w galeriach?” – zapytał Marcus. „W prawdziwych galeriach, a nie w jakiejś kawiarni, gdzie każdy może powiesić swoje obrazy”.
„Wystawiałem w galeriach”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






