Zanim Aleksandra zdążyła powiedzieć „tak”, odwróciła się od ołtarza, chwyciła za spracowane dłonie swojej przyszłej teściowej i oznajmiła gościom, że ktoś tego dnia pomylił biedę z brakiem godności.
CZĘŚĆ 1
— Pani miejsce jest z tyłu.
Koordynatorka wypowiedziała to cicho, niemal uprzejmie.
Teresa Kaczmarek spojrzała na pierwszy rząd ustawionych krzeseł w odrestaurowanej kaplicy należącej do pałacu pod Wrocławiem.
Na jednym z nich leżała kartka:
„Rodzina pana młodego”.
Obok było wolne miejsce.
— Syn mówił, że mam siedzieć z przodu — powiedziała niepewnie.
Magdalena Rosińska, organizatorka wesela, zerknęła na jej granatową sukienkę.
Materiał był wyblakły przy rękawach. Teresa sama poprawiała dół poprzedniego wieczoru, bo stary szew zaczął puszczać.
— Nastąpiła niewielka zmiana w układzie miejsc — odpowiedziała Magdalena. — Proszę się nie martwić. Stąd również będzie pani wszystko widziała.
Teresa nie chciała robić zamieszania.
To był dzień Mateusza.
Skinęła więc głową i poszła na koniec kaplicy.
Mijała kobiety w jedwabnych sukienkach, mężczyzn w szytych na miarę garniturach, właścicieli firm, lekarzy, prawników i znajomych rodziny panny młodej.
Kilka osób spojrzało na jej rękawy.
Jedna kobieta nachyliła się do sąsiadki.
Teresa nie usłyszała słów.
Zobaczyła uśmiech.
Usiadła w ostatnim rzędzie.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





