Tego urodzinowego wieczoru Emily i Grace rozłożyły przed nim serwetki. W białej: trzy bilety lotnicze. Przez trzy lata opiekowały się dziećmi, wyprowadzały psy i udzielały korepetycji, żeby zaoszczędzić pieniądze. Cel podróży? Plaża, na której je znalazł.
W środku róży: album ze zdjęciami. Na okładce odręcznie napisane słowa: *Nasza rodzina powstała, zanim jeszcze o niej pamiętaliśmy.* Na ostatnich stronach widniały cztery imiona: Sarah, Ivy, Emily, Grace.
Znaleźli kocyk dla dziecka w drewnianym pudełku. I postanowili włączyć Ivy do swojej rodziny, jakby zawsze była z nimi.
Trzy dni później cała trójka spacerowała po tej samej plaży. Chris i Andrea czekali na nich. Emily trzymała go za lewą rękę, Grace za prawą. Po raz pierwszy Trent mówił na głos o Sarze i Ivy, w blasku słońca.
Niektóre rodziny nie rodzą się razem — wybierają się nawzajem, a to jest jeszcze piękniejsze.






