W pokoju 412 było sucho i pachniało alkoholem salicylowym. Ben leżał oparty o dwie poduszki, z twarzą bladą w białym świetle jarzeniówek.
Siedziałem na winylowym krześle obok jego łóżka, trzymając w dłoni jego srebrny zegarek kieszonkowy. Metal był zimny w mojej dłoni, gdy krawędzią rękawa polerowałem szklaną tarczę, ścierając małą plamkę przy tarczy.
„Przyniósł go z farmy, kiedy miał szesnaście lat” – powiedział Ben, wodząc wzrokiem po mojej dłoni. „Nigdy nie stracił ani minuty”.
„Nakręcę ci to” – powiedziałem.
„Nie, nie nakręcaj” – powiedział Ben chrapliwym i cienkim głosem. „Trzymaj go blisko. Nie chcę, żeby Arthur go zobaczył”.
„Mogę to zostawić tutaj, na twoim stoliku nocnym” – powiedziałem. „Żebyś widział godzinę”.
„Nie” – powiedział, wyciągając rękę, żeby dotknąć mojego nadgarstka. „Zatrzymaj to przy sobie. Nie pozwól, żeby Arthur zabrał cokolwiek z naszego domu, Eleno”.
Spojrzałam na niego, czując, jak zaciska mi się gardło. Pocierał kciukiem lewą skroń, a wzrok miał utkwiony w małym srebrnym etui.
„Czy Arthur pytał cię o zegarek?” – zapytałem.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






