Nie złość.
Dystans.
„Nie ufasz mi.”
Elara spojrzała na niego.
„Nie znam cię.”
„Jestem twoim królem.”
„To znaczy, że znam twój tytuł.”
Słowa te zrobiły na nim większe wrażenie, niż się spodziewał.
Większość osób kłaniała się przed zabraniem głosu.
Elara po prostu mówiła.
Asterion usiadł pomiędzy nimi.
Rowan usiadł pod ścianą.
„Co Garrick miał na myśli, kiedy kazał mi cię zapytać?”
“Nie wiem.”
„Wahałeś się.”
„Ponieważ się bałem.”
Rowan przyglądał się jej uważnie.
Objęła kolana ramionami.
Wtedy zauważył coś pod rękawem jej sukienki.
Znak.
Słaby srebrny półksiężyc na jej nadgarstku.
Elara zobaczyła, gdzie patrzy i natychmiast zakryła to miejsce.
„Co to jest?”
“Nic.”
„Zwykle nic się nie ukrywa.”
Westchnęła.
„Moja matka mówiła, że się z tym urodziłem.”
„Jak ona miała na imię?”
Elara spojrzała na niego.
„Mara Wynn.”
Rowan znieruchomiał.
Znał to imię.
Nie osobiście.
Z zapieczętowanych dokumentów jego ojca.
Mara Wynn pełniła służbę w królewskiej hodowli dwadzieścia cztery lata wcześniej.
Następnie zniknęła po pożarze, w którym zginęło trzech służących pałacowych.
Rowan przeczytał ten dokument jako chłopiec.
Był jeden dziwny szczegół.
Marę oskarżono o kradzież czegoś z królewskich archiwów.
„Co się stało z twoją matką?”
„Umarła, kiedy miałem jedenaście lat.”
“Jak?”
Głos Elary złagodniał.
“Gorączka.”
Rowan nie mógł w to uwierzyć.
Nie dlatego, że Elara kłamała.
Ponieważ nagle zaczął się zastanawiać, czy Elara została okłamana.
Czekali do północy.
Do tuneli nie wchodził żaden żołnierz.
Cisza stała się jeszcze gorsza niż pościg.
Elara ostatecznie oparła się o bok Asteriona.
Jej oczy powoli się zamknęły.
Rowan obserwował ją.
Mówił sobie, że studiuje kogoś powiązanego ze spiskiem.
Jednak jego uwaga skupiała się na drobnostkach.
Sposób, w jaki spała z jedną ręką zagrzebaną w futrze Asteriona.
Malutka blizna pod brodą.
Zmęczenie, które ukrywała na jawie.
Rowan odwrócił wzrok.
W jego życiu nie było miejsca na łagodność.
Nauczył go tego jego ojciec.
Królowie, którzy coś kochali, dawali swoim wrogom miejsce, w którym mogli uderzyć.
O świcie Asterion nagle wstał.
Podniósł uszy.
Ktoś podszedł.
Rowan dobył miecza.
Rozległ się trzykrotny odgłos puknięć.
Pauza.
Dwa puknięcia.
Stary sygnał gwardii królewskiej.
Rowan otworzył drzwi.
Kapitan Dorian wszedł sam.
Natychmiast uklęknął.
„Mój Królu.”
Rowan trzymał miecz uniesiony w górę.
„Dlaczego miałbym ci zaufać?”
Dorian powoli wyjął broń i położył ją na podłodze.
„Ponieważ Lord Vane wydał rozkaz twojego aresztowania godzinę temu.”
Elara zmarszczyła brwi.
„To niczego nie dowodzi.”
Dorian skinął głową.
“NIE.”
Następnie wyciągnął księgę rachunkową z kieszeni płaszcza.
„Ale to może.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






