Na pierwszych stronach opisano starożytną teorię.
Królewskie zwierzęta nie były przywiązane wyłącznie do królów.
Nawiązali więź z liniami krwi związanymi z pierwotnymi strażnikami Grayhaven.
Wieki wcześniej strażnicy ci służyli u boku władców, a nie niżej od nich.
Z czasem ich linia zniknęła z oficjalnych zapisów.
Niektórzy uczeni zajmujący się tematyką królewską sądzą jednak, że potomkowie pozostali.
Ostatnim zweryfikowanym opiekunem była kobieta o imieniu Selene Ardyn.
Elara dotknęła strony.
„Moja matka zwykła śpiewać to imię”.
Rowan spojrzał w górę.
“Co?”
„Kołysanka”.
Przełknęła ślinę.
„Selene pod srebrnym niebem, prowadź wilka tam, gdzie panuje ciemność”.
Rowan wpatrywał się w zapisy.
Potomkowie Selene Ardyn nosili znamię w kształcie półksiężyca.
Elara powoli odsłoniła nadgarstek.
Nikt się nie odezwał.
Dorian szepnął: „Twoja matka nie chroniła cię przed ubóstwem”.
„Ukrywała mnie przed pałacem”.
Czytali dalej.
Dwadzieścia cztery lata wcześniej król Aldric — ojciec Rowana — odkrył pochodzenie Mary Wynn.
Rozkazał ją chronić.
Wtedy dowiedziała się o tym pewna frakcja w radzie.
Obawiali się, że jeśli pojawi się potomek-strażnik, władza polityczna otaczająca królewskie bestie zmieni się na zawsze.
Królowi można było rzucić wyzwanie.
Bestia może ujawnić nielojalność.
Wpływy rady uległyby załamaniu.
Kilka tygodni później wybuchł pożar.
Mara zniknęła.
Niemowlę wymienione w dokumentach zniknęło wraz z nią.
Elara.
Rowan poczuł się źle.
Jego ojciec wiedział.
Jednak nigdy nie powiedział o tym Rowanowi.
Następnie Elara przewróciła kolejną stronę.
Jej wyraz twarzy uległ zmianie.
“Co?”
Podała mu to.
Była tam odręcznie napisana notatka od króla Aldrica.
Jeśli dziecko przeżyje, nie może zostać postawione przed radą, dopóki Asterion nie podejmie wolnej decyzji.
Rowan przeczytał wyrok jeszcze raz.
Asterion urodził się zaledwie kilka miesięcy przed Elarą.
Ich więź była przewidywalna.
Dorian westchnął.
„To zmienia wszystko”.
„Nie” – odpowiedziała cicho Elara.
Spojrzeli na nią.
„To niczego nie zmienia.”
Rowan zmarszczył brwi.
„Elara—”
„Wciąż jestem tą samą osobą, którą byłam wczoraj”.
“Tak.”
„Nadal nie chcę tytułu.”
„Nikt nie powiedział…”
„Myślałeś o tym.”
Rowan prawie zaprzeczył.
Potem się zatrzymał.
Myślał politycznie.
Co oznaczało jej pochodzenie.
Jakie roszczenie miała.
Jaką władzę ona reprezentowała.
Spojrzał na nią w ten sam sposób, w jaki patrzyła na nią rada.
Jako instrument.
“Przepraszam.”
Elara mrugnęła.
Królowie rzadko przepraszali.
Rowan kontynuował.
„Masz rację.”
Jej wyraz twarzy nieco złagodniał.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, Asterion warknął.
Na zewnątrz słychać było kroki.
Za dużo.
Dorian zamknął plik.
“Jak?”
Rowan spojrzał w stronę jedynego wejścia.
Ktoś ich śledził.
Zza drzwi dobiegł głos.
“Wasza Królewska Mość.”
Garrick.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






