Nie zadał sobie trudu, żeby prosić o więcej. Po prostu zaczął pracować. A ja patrzyłem, jak błyskawicznie wymienia oponę. Nic nie powiedział, ja też nie. Jakoś cisza między nami nie była niezręczna, a kojąca. Kiedy skończył, dokręcił ostatnią nakrętkę i wstał.
„Teraz powinno być dobrze.”
“Dzięki.”

Skinął głową, a potem wpatrywał się we mnie. Patrzył mi w oczy. Tak przenikliwym wzrokiem, że przejrzał mnie na wylot. Poczułam gęsią skórkę na całej skórze.
Dodał: „Uważaj, Margaret”.
Moje imię. Nie powiedziałam mu swojego imienia.
Nie mogłem oderwać od niego wzroku, kiedy to powiedział. „Co powiedziałeś?”
Ale on już zaczął się ode mnie oddalać.
„Nie idź!”
Zastanawiałem się przez chwilę, czy się zatrzyma i wróci do mnie, ale zamiast tego, spojrzał na mnie wzrokiem, którego nie potrafię w pełni opisać. Chyba „żałuje” to najlepsze słowo. Odwrócił się do mnie plecami i odszedł.
Wróciłem do samochodu i byłem strasznie zdenerwowany. Wtedy zobaczyłem zdjęcie na siedzeniu. Drżąc, sięgnąłem po nie i je podniosłem. To był Polaroid.
Przedstawiał małego chłopca w czerwonej koszulce, z rozczochranymi włosami, lekko krzywym uśmiechem i przednim zębem. Przypominał Daniela.
Przestałem oddychać. Na dole zdjęcia widniał adres i moje imię.

Natychmiast skontaktowałem się ze starym szeryfem. To on prowadził tę sprawę dwadzieścia lat temu, teraz był burmistrzem miasta. W chwili, gdy zobaczył zdjęcie z polaroida, jego ton radykalnie się zmienił.
„Skąd to masz?”
Po wyjaśnieniu mu wszystkiego, zaklął cicho. Zaczął jednak wymieniać czyjeś imię – Roy. Roy był jednym z pracowników utrzymania ruchu, którzy pracowali wówczas przy trasie nr 9. Rozmawiali wtedy też z Royem, a on upierał się, żeby niczego nie widzieć.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






