Patricia odwróciła się z triumfalnym grymasem na twarzy. „Wżeniłeś się w tę rodzinę. Naucz się swojego miejsca”.
Potem mnie popchnęła.
Mój obcas poślizgnął się na oblodzonym najwyższym stopniu. Niebo zrobiło się białe, potem szare, a potem czarny beton uderzył mnie w bok. Ból rozdarł mnie tak gwałtownie, że nie mogłem oddychać.
„Evan!” krzyknąłem.
Zamarł na pół sekundy.
Patricia syknęła: „Ona występuje”.
Wtedy drzwi ciężarówki zatrzasnęły się.
Odjechali.
Telefon miałem w kieszeni szlafroka. Drżącymi palcami wybrałem numer 911.
I podczas gdy krew rozlewała się pode mną, szepnąłem do dyspozytora: „Proszę się pospieszyć”.
Potem, zimniej i wyraźniej, dodałem: „I powiedz policji, że mam kamery”.
Część 2
Obudziłam się w blasku świetlówek, w powietrzu unosił się zapach sterylnego powietrza, a obok mnie rozległ się płacz mojej córki.
Żywy.
To była pierwsza zemsta.
Malutka, wściekła, owinięta w różowy szpitalny kocyk, krzyczała, jakby już uznała, że świat jest jej winien przeprosiny. Nadałam jej imię Nora, zanim pojawił się Evan.
Przyszedł z kwiatami ze szpitalnego sklepu z pamiątkami, a za nim szła Patricia, ozdobiona perłami.
„Mia” – powiedział, chwytając mnie za rękę. „Boże, ale nas wystraszyłaś”.
Odsunąłem się.
Jego wzrok powędrował w stronę pielęgniarki.
Patricia westchnęła głośno. „Jest wyczerpana. I ma hormony”.
Spojrzałem na Evana. „Zostawiłeś mnie krwawiącego na śniegu”.
Jego twarz stwardniała. „Nie wiedzieliśmy, że to coś poważnego”.
„Słyszałeś, jak krzyczałem.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






