W liceum muzyka rozbrzmiewała z sali gimnastycznej. Nad drzwiami wisiał transparent z napisem „Zjazd absolwentów”.
Moja ręka zacisnęła się na torebce.
“Nie mogę tego zrobić.”
Norton wyłączył silnik. „Możesz, ale nie musisz udawać, że to łatwe”.
Spojrzałem na jasne drzwi siłowni. „Ona chce, żebym wszedł mały”.
„W takim razie nie rób tego.”
Więc wyszedłem.
Norton podał mu ramię.
“Nie mogę tego zrobić.”
Wziąłem to.
W chwili, gdy weszliśmy do środka, ludzie się odwrócili. Kilka osób szeptało, a ja, siedemnastolatek, sięgnąłem do najbliższego wyjścia.
Potem pojawiła się Miriam.
Przeciskała się przez tłum, jakby panowała nad powietrzem. Mark szedł pół kroku za nią, starszy, niż pamiętałem, i mniej pewny siebie, niż się spodziewałem.
„Daphne” – powiedziała Miriam, rozkładając ramiona. „Naprawdę przyszłaś”.
Gdy tylko weszliśmy do środka, ludzie się odwrócili.
“Tak.”
Jej wzrok przesunął się na Nortona. „No cóż. Przyprowadziłeś kogoś.”
„To jest Norton.”
Norton wyciągnął rękę. „Miło mi cię poznać”.
Miriam zignorowała to i spojrzała na niego od stóp do głów.
„Ktoś zajmuje się działalnością charytatywną”.
„No cóż. Przyprowadziłeś kogoś.”
Poczułem ciepło na twarzy.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Norton przechylił głowę. „Zazdrość to grzech, proszę pani”.
Kilka osób w pobliżu się roześmiało. Uśmiech Miriam zadrżał.
Mark odchrząknął. „Wyglądasz dobrze, Daphne.”
“Dziękuję, Marku.”
Spojrzał na Miriam. „Cieszę się, że przyszłaś”.
Chciałem zapytać, czy kiedykolwiek zastanawiał się nad tym, czy Miriam kłamała.
Zamiast tego powiedziałem: „Miło widzieć znajome twarze”.
“Zazdrość jest grzechem, proszę pani.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






