„Zachowaj je.”
„Wszystkie?”
Poważnie skinął głową.
„Więc wracasz.”
Przytuliła go.
„Wrócę.”
Miguel wyciągnął obie ręce w jej stronę.
Esperanza trzymała go przez dłuższą chwilę, wdychając ciepły, czysty zapach jego włosów. Potem oddała go Lucíi.
„Kaszel prawie mu przeszedł” – powiedziała Lucía. „Będę go chronić przed porannym chłodem”.
“Ja wiem.”
„Tomasz obiecał, że nie będzie wspinał się na drzewo figowe”.
Tomás odwrócił wzrok.
Lucía uniosła brwi.
„Obiecał, że rozważy rezygnację ze wspinania się na drzewo figowe”.
Esperanza wbrew sobie się roześmiała.
Matka Caridad obserwowała wymianę zdań stojąc obok samochodu.
Dzieci były bezpieczne. Były kochane. Klasztor będzie funkcjonował wokół nich tak, jak zawsze.
Jednak gdy Esperanza wsiadła do samochodu, obejrzała się, aż brama zniknęła za zakrętem drogi.
Podróż do San Aurelio wiodła przez niskie wzgórza i wioski rolnicze.
Doktor Paloma prowadziła. Matka Caridad siedziała obok niej, a Esperanza odpoczywała na tylnym siedzeniu z teczką dokumentów na kolanach.
Przez pierwszą godzinę nikt nie odzywał się zbyt wiele.
Poranna mgła unosiła się znad pól. Rolnicy prowadzili wozy wzdłuż drogi. Małe domy pojawiały się i znikały za rzędami topoli.
Esperanza otworzyła sakiewkę, którą dał jej Tomás.
W środku leżało pięć szarych kamieni i jeden biały.
Trzymała biały kamień między palcami.
„Tomás zawsze wybiera coś nietypowego” – powiedziała.
Matka Caridad odwróciła się na krześle.
„Uważa, że niezwykłe znaczy ważne”.
„Być może ma rację.”
Doktor Paloma spojrzała na Esperanzę w lusterku wstecznym.
„Jak się czujesz?”
„Wystarczająco dobrze.”
“Mdłości?”
“Trochę.”
„Przyniosłem ciasteczka.”
„Zawsze przynosisz ciasteczka.”
„Zawsze zapominasz jeść, kiedy jesteś zdenerwowany.”
Esperanza spojrzała na lekarza.
Znajomość w tej wymianie zdań sięgnęła głębiej, niż się spodziewała. Paloma opiekowała się nią podczas obu ciąż. Odbierała poród Tomása i Miguela. Siedziała przy niej przez długie noce gorączki i wyczerpania.
Jednak zachowała również list od Eleny.
Przyjęła zapieczętowane dokumenty.
Wybrała ostrożność, gdy potrzebna była prawda.
„Dlaczego wciąż pomagałeś?” zapytała Esperanza.
Dłonie Palomy lekko zacisnęły się na kierownicy.
„Z dziećmi?”
„Ze wszystkim.”
Lekarz odczekał chwilę zanim odpowiedział.
„Ponieważ potrzebowałeś opieki.”
„To nie jest cała odpowiedź”.
“NIE.”
„A więc co?”
Paloma spojrzała w stronę drogi przed sobą.
„Ponieważ czułem się odpowiedzialny”.
„Na pierwszy zabieg?”
„Za wprowadzenie możliwości.”
Esperanza przyglądała się swojemu odbiciu w lustrze.
„Czy wierzyłeś, że tego chciałem?”
“Tak.”
„Naprawdę?”
„W tamtym czasie tak.”
„A co potem?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





