REKLAMA

„Cristina jest w ciąży. Ze mną. Odchodzę do niej” — powiedział mój mąż po dziesięciu latach małżeństwa. Chwilę później oznajmił, że zabiera też mieszkanie i samochód. Nie zatrzymywałam go. Zapytałam tylko: „Jesteś pewien?”. Nie wiedział, dlaczego to pytanie powinno było go przestraszyć.

REKLAMA
„Cristina jest w ciąży. Ze mną. Odchodzę do niej” — powiedział mój mąż po dziesięciu latach małżeństwa. Chwilę później oznajmił, że zabiera też mieszkanie i samochód. Nie zatrzymywałam go. Zapytałam tylko: „Jesteś pewien?”. Nie wiedział, dlaczego to pytanie powinno było go przestraszyć.
REKLAMA

Marek stał pół kroku przed nią.

— Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko — powiedział.

Miałam.

Ale nie zamierzałam dawać mu satysfakcji.

— Wejdźcie.

Cristina spuściła wzrok.

— Rok, tak…

— Nie musisz.

— Chciałam tylko powiedzieć…

— Naprawdę nie musisz.

Usiedli w salonie.

Marek rozejrzał się po mieszkaniu.

Zauważyłam ten wzrok.

Jakby już planował, gdzie stanie łóżeczko.

— Przygotowałaś dokumenty? — zapytał.

– NIE.

Na stole leżała granatowa teczka.

Wyciągnął rękę.

Położyłam na niej dłoń.

— Najpierw porozmawiamy.

Westchnął.

— Anka, nie rób scen.

— Nie robię.

— To nie przeciągajmy. Chcę zamknąć sprawy majątkowe możliwie spokojnie.

— Ja też.

Otworzyłam teczkę.

Wyjęłam pierwszy dokument.

— Pamiętasz działkę mojego ojca?

Zmarszczył czoło.

— Jaką działkę?

Wtedy wiedziałam już, że naprawdę zapomniał.

— Tę sprzedaną rok przed kupnem mieszkania.

Położyłam przed nim kopię aktu sprzedaży.

Następnie potwierdzenie przelewu.

— Sto sześćdziesiąt tysięcy wkładu własnego pochodziło z mojego majątku.

Cristina spojrzała na Marka.

— Mówiłeś, że sam kupiłeś mieszkanie.

— Bo kredyt był głównie na mnie.

— Głównie? — powtórzyłam.

Wyjęłam następny dokument.

Umowę kredytową.

Oboje byliśmy kredytobiorcami.

— Anka, przecież wiadomo, że to można rozwiązać.

— Oczywiście.

Uśmiechnęłam się.

— Dlatego zapytałam, czy jesteś pewien.

Po raz pierwszy jego twarz się zmieniła.

Ale nadal próbował zachować spokój.

— Dobrze. Mieszkanie podzielimy. Samochód jest mój.

Przesunęłam w jego stronę następny wydruk.

Sześćdziesiąt tysięcy.

Mój przelew.

Cristina spojrzała na dokument.

Potem na niego.

— Marek?

— To były wspólne pieniądze.

— Przed chwilą powiedziałeś, że samochód jest twój — zauważyłam.

— Bo jest zarejestrowany na mnie.

— W porządku. Ustalimy wszystko formalnie.

Zaczął się denerwować.

— Po co ten teatr?

— Teatr?

— Wiesz, o co mi chodzi.

— Nie. Wyjaśnij.

Nie odpowiedział.

Cristina siedziała coraz bardziej sztywno.

I wtedy wyjęłam ostatnią teczkę.

Marek ją rozpoznał.

Natychmiast.

Jego twarz pobladła.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA