Colette gwałtownie wstała i podeszła do biurka w kącie. Wróciła z teczką pełną papierów.
„Proszę” – powiedziała, rozkładając je na stoliku kawowym. „Zobacz sam”.
Dokumenty wykazały, że darowizny, znaczne, od różnych firm i osób prywatnych, wszystkie trafiły na konto organizacji non-profit Colette, New Beginnings Maternal Care.
„Fundament jest prawdziwy” – wyjaśniła. „Praca, którą wykonujemy, jest prawdziwa. Zapewniamy opiekę prenatalną kobietom w społecznościach, w których brakuje opieki. To, co nie jest prawdziwe, to…”
„Ty” – dokończyłem. „Twoja ciąża”.
Skinęła głową, spuszczając wzrok.
„Nie rozumiem. Dlaczego twoja ciąża miałaby wpłynąć na darowizny na rzecz twojej organizacji non-profit?”
„Ze względu na to, kim są darczyńcy.”
Colette przejrzała papiery i wyciągnęła kilka czeków ze znajomymi nazwami.
„Fundacja Gravesa. Fundacja Williamsa. Hampton Healthcare Services. Wszystkie mają jedną wspólną cechę”.
Przeskanowałem wzrokiem nazwiska i poczułem, że je rozpoznaję.
„Wszyscy stracili dzieci, wnuki lub rodzeństwo”.
„Przekazują darowizny na opiekę zdrowotną nad matkami z powodu osobistej tragedii” – powiedziała Colette, a jej głos lekko stwardniał. „I nawiązują ze mną kontakt, bo myślą, że rozumiem ich strach. Strach przed utratą dziecka”.
Wszystkie te obliczenia mnie oszołomiły.
„Tak więc przyjęcie z okazji narodzin dziecka było w zasadzie zbiórką pieniędzy”.
„Każdy dar. Każda dekoracja. Wszystko przekazane przez firmy wspierające New Beginnings. Otrzymują ulgi podatkowe i rozgłos. My otrzymujemy materiały do naszych klinik”.
Mój umysł pracował intensywnie, próbując przetworzyć tę informację.
To na pewno była manipulacja.
Zdecydowanie mylące.
Ale przestępca?
Nie byłem pewien.
„Colette, to jest…”
Mój telefon zawibrował w kieszeni.
Tekst od Bennetta.
Położnik właśnie do mnie napisał. Twierdzi, że zgłosił oszustwo.
Serce mi się ścisnęło.
Spojrzałem na Colette, która uważnie mi się przyglądała.
„Złe wieści?” zapytała.
Zawahałem się, ale potem odwróciłem ekran telefonu w jej stronę.
Przeczytała wiadomość, a jej twarz odpłynęła.
„Kto jeszcze wie?” zapytałem cicho.
„Tylko Alaric i Merade. Ona to rozgryzła w zeszłym miesiącu.”
Colette straciła opanowanie.
„Sarah, nie mogę iść do więzienia. Fundament się zawali. Wszystkie te kobiety, którym pomożemy, nie będą miały nic”.
„Powinieneś był o tym pomyśleć zanim zacząłeś ten… ten występ.”
“Ja wiem.”
Łzy spływały jej po policzkach.
„Wiem, że to było złe, ale naprawię to. Kiedy ostatnia darowizna od Gravesa zostanie zaksięgowana, zostanie przeznaczona na nowy ultrasonograf dla mobilnego oddziału. Ogłoszę, że straciłam dziecko. Będzie współczucie, a nie podejrzenia. Nikt tego nie będzie kwestionował”.
Chłód jej planu przeszył mnie dreszczem.
To nie był smutek ani urojenia. To była kalkulacja.
„A co z tymi wszystkimi ludźmi, którzy się o ciebie troszczą? Którzy się o ciebie martwili, robili ci zakupy, planowali dla ciebie? Co z ich uczuciami?”
„Wyzdrowieją” – powiedziała lekceważąco. „Ludzie zawsze tak robią”.
„Nie jestem pewien”, przyznałem.
Coś zmieniło się w wyrazie twarzy Colette, przebłysk dziewczyny, z którą dorastałam, wrażliwej i prawdziwej.
„Potrzebuję cię, Sarah. Jesteś jedyną osobą, która mnie z tego powodu nie opuści. Jedyną, która mnie zrozumie”.
Ciężar dwudziestu lat przyjaźni przytłoczył mnie. Noclegownie. Ukończenia studiów. Śluby. Dzielone sekrety i składane obietnice.
Czasy, kiedy była przy mnie i te, kiedy jej nie było.
„Pomyślę o tym” – powiedziałam w końcu, zgarniając torebkę. „Ale Colette, to musi się dziś skończyć”.
Skinęła głową, a w jej oczach malowała się desperacja.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





