Jego palce zaciskające się na kierownicy były białe.
„To niedobrze, Sarah. To zupełnie niedobrze.”
Cisza w naszym samochodzie wydawała się namacalna, niczym trzeci pasażer wciśnięty między nas. Bennett prowadził z mechaniczną precyzją, wpatrując się w drogę przed nami.
Na zewnątrz wiosenne słońce malowało wszystko na radosne kolory, które zdawały się kpić z narastającego napięcia.
„Powiesz mi, o co chodziło?” – zapytałem w końcu, przerywając ciszę. „Czy mam po prostu zgadywać?”
Szczęka Bennetta się zacisnęła.
Daj mi chwilę, żebym mógł wymyślić, jak to powiedzieć.
„Co mówisz? Że zawstydziłaś mnie przed wszystkimi, na których mi zależy? Że wyciągnęłaś mnie z baby shower mojej najlepszej przyjaciółki, jakbyśmy uciekały z miejsca zbrodni?”
Nie zareagował, tylko włączył kierunkowskaz z niepotrzebną siłą, gdy włączaliśmy się do ruchu na autostradzie.
„Bennett” – spróbowałem ponownie, tym razem ciszej. – „Cokolwiek to jest, po prostu mi powiedz”.
Powoli wypuścił powietrze, a jego ramiona opadły.
„Nie później niż w połowie drogi do domu. Musisz się skupić, a nie rozpraszać ruchem ulicznym.”
„Przerażasz mnie.”
“Przepraszam.”
Wyciągnął rękę przez konsolę i ścisnął moją dłoń.
„Nie mam takiego zamiaru”.
Jechaliśmy w milczeniu przez kolejne piętnaście minut, podmiejski krajobraz ustępował miejsca otwartej przestrzeni. Kiedy minęliśmy znacznik środka drogi – zardzewiały billboard reklamujący dawno zamkniętą restaurację – Bennett w końcu się odezwał.
„Colette nie jest w ciąży”.
Wpatrywałem się w niego, czekając na puentę.
Kiedy nikt nie przyszedł, zaśmiałem się krótko i niedowierzająco.
„O czym ty mówisz? Właśnie byliśmy na jej baby shower. Widziałem jej brzuszek.”
„Widziałaś coś” – zgodził się, a jego głos brzmiał klinicznie obojętnie. „Ale to nie była ciąża w siódmym miesiącu”.
„To szaleństwo.”
Obróciłam się na krześle, żeby spojrzeć mu prosto w twarz.
„Znam Colette, odkąd miałyśmy sześć lat. Myślę, że wiedziałabym, gdyby udawała ciążę”.
„Czy zrobiłbyś to?”
Na chwilę jego wzrok powędrował w moją stronę, po czym znów skupił się na drodze.
„Kiedy ostatni raz dotykałeś jej brzucha?”
Pytanie było jak policzek.
Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć, ale zaraz je zamknęłam. Wyobraziłam sobie każdą interakcję z Colette z ostatnich miesięcy: kolację z ogłoszeniem, przyjęcie z okazji ujawnienia płci dziecka, zakupy ubrań ciążowych.
Za każdym razem były uściski, ale zawsze pod kątem, zawsze krótkie, zawsze kontrolowane.
„Ona nie lubi, kiedy ktoś dotyka jej brzucha” – powiedziałam defensywnie. „Wiele kobiet w ciąży tego nie lubi”.
„To wygodne.”
„Przestań” – warknęłam. „To niedorzeczne. Nie możesz myśleć, że Colette udaje. Jaki w tym sens?”
Bennett westchnął.
„Mężczyzna przy stole z prezentami. To był dr Nathaniel Harmon. Jest położnikiem w moim szpitalu”.
„Więc może jest jej lekarzem”.
„Nie jest. Pracuje wyłącznie w Mercy General. Colette chodzi do Centrum Medycznego św. Elżbiety. Sam mi to mówiłeś, kiedy pierwszy raz to ogłosiła”.
Zmarszczyłem brwi.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






