Skinęłam głową, nie mogąc znaleźć słów.
Odsunęła się i gestem zaprosiła mnie do środka.
„Powinienem był się domyślić, że Bennett się domyśli. Lekarze zwracają uwagę na pewne rzeczy.”
Wnętrze kabiny było ciemne, promienie słońca przebijały się przez na wpół zamknięte żaluzje. Colette podeszła do zniszczonej skórzanej kanapy i usiadła, podwijając nogi pod siebie, tak jak robiła to na studiach.
„Czy mnie nienawidzisz?” zapytała cichym głosem.
Pozostałem stojąc, niepewny scenariusza tej chwili.
„Nie nienawidzę cię. Po prostu… nie rozumiem.”
Roześmiała się krucho.
„To już nas dwoje.”
Patrzyłem, jak nalewa wodę z dzbanka na stoliku kawowym, trzymając ręce pewnie. Dziś nie będzie wina. Nie będzie występu.
„Nie zawsze kłamałam” – zaczęła, wpatrując się w szklankę. „Rok temu byłam w ciąży. Naprawdę”.
Zaparło mi dech w piersiach.
“Co?”
„Osiem tygodni. Nikomu jeszcze nie powiedzieliśmy. Czekaliśmy, aż minie pierwszy trymestr”.
Jej głos był płaski i pozbawiony emocji.
„Poroniłam we wtorek. Alaric był w Londynie służbowo. Byłam sama”.
„Colette.”
Ruszyłem w jej stronę, instynkt wziął górę nad ostrożnością.
„Dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś?”
„Bo właśnie ogłosiłeś swój awans w poradni. Wszyscy byli z ciebie tacy dumni”.
Wzruszyła ramionami.
„Nie chciałem ukraść ci chwili.”
Znajome poczucie winy ściskało mnie w żołądku. Ciągłe przyciąganie i odpychanie w naszej przyjaźni, gdzie jej potrzeby i moje nieustannie rywalizowały o tlen.
„Po poronieniu załamałam się” – kontynuowała. „Ale potajemnie. Nikt nie wiedział oprócz Alarica i mojego lekarza”.
Usiadłem obok niej, zachowując między nami odstęp.
„A potem?”
„A potem przestałam to akceptować. Zaczęłam rozmawiać z dzieckiem, jakby wciąż tam było, kupować rzeczy, planować”.
Dłonie Colette powędrowały do jej wciąż płaskiego brzucha.
„Alaryk się martwił, ale początkowo się zgodził. Myślał, że to smutek”.
„Kiedy to się stało?”
Zrobiłem jej niejasny gest, żeby pokazać sytuację, w której się teraz znaleźliśmy.
Westchnęła.
„Trzy miesiące temu miałam przemawiać na zbiórce funduszy na rzecz zdrowia matek dla mojej organizacji non-profit. Wiecie? Ale przed wyjściem na scenę dostałam ataku paniki. Nie mogłam oddychać. Nie mogłam myśleć”.
„Pamiętam, że mówiłeś, że masz zatrucie pokarmowe.”
„Kolejne kłamstwo.”
Uśmiechnęła się smutno.
„Alaric zastał mnie hiperwentylującego w łazience. Powtarzałam, że nie dam rady stanąć z nimi twarzą w twarz, nie mogłam im powiedzieć, że zawiodłam. A potem powiedział: «A co, gdybyś nie musiała?»”
Krew mi zamarła.
„Zasugerował ci, żebyś udawała ciążę.”
„Nie do końca. Zasugerował, żebym powiedziała, że jestem w ciąży, żeby jakoś przetrwać to wydarzenie. Ogłosimy stratę później, po tym, jak będę miała czas na osobiste przepracowanie”.
Oczy Colette spotkały się z moimi, były puste.
„Ale to było takie cudowne, Sarah. Gratulacje. Uwaga. To, jak ludzie patrzyli na mnie, jakbym znów była wyjątkowa.”
„Więc kontynuowałeś.”
„Wszystko nabrało tempa. Jedno wydarzenie pociągnęło za sobą kolejne. Z małego wstrząsu zrobiło się większe. A potem zaczęły napływać darowizny”.
Zmarszczyłem brwi.
„Darowizny”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





