Gabriel przeklął.
Viktor podniósł broń.
„Ty ich tu przyprowadziłeś.”
„Przyprowadziłem agentów federalnych”.
„Zwróciłeś na siebie uwagę. Wrogowie Gabriela już czekali.”
Wyraz twarzy Gabriela stwardniał. „Oni nie są moimi wrogami”.
Dotarło do nich straszne uświadomienie.
„To są Volkova” – powiedział Viktor.
„Nie” – odpowiedział Gabriel. „Należą do człowieka, który go wrobił”.
Za nami rozległy się kroki.
Na drugim końcu korytarza pojawił się strażnik krwawiący ze świątyni.
„Viktor!” krzyknął. „Mają Damiana!”
Moje serce się zatrzymało.
“Kto?”
Strażnik otworzył usta.
W korytarzu rozległ się trzask strzału.
Upadł twarzą w kurz.
Lila drgnęła w moich ramionach.
Viktor strzelał w ciemność, podczas gdy agenci Gabriela krążyli wokół nas.
„Zabierzcie ich do kaplicy” – rozkazał Gabriel. „Natychmiast!”
Pobiegliśmy.
Ukryte przejście wiło się w dół przez kamienne ściany śliskie od wilgoci. Płuca paliły mnie. Żółte buty Lili uderzały mnie w biodro, gdy ją niosłem.
Za nami rozbrzmiały odgłosy strzałów.
Przed nami pojawiły się drewniane drzwi.
Viktor otworzył je szeroko.
Weszliśmy do prywatnej kaplicy Grayhaven.
Pod witrażami płonęły świece. Deszcz walił w dach. Ołtarz stał pod rzeźbionym marmurowym aniołem ze złamanymi skrzydłami.
A Damian Volkov klęczał przed nim.
Miał związane z tyłu ręce.
Krew spływała mu z czoła.
Pistolet przyłożono mu do tyłu czaszki.
Mężczyzna trzymający go miał na sobie mundur strażnika Grayhaven.
Ale rozpoznałem jego twarz.
Leon.
Każdego poniedziałku nosił zakupy do kuchni.
Kiedyś dał Lili czekoladową monetę.
Teraz uśmiechnął się do mnie.
„Emma Bennett” – powiedział. „W końcu wróciłaś do domu”.
Damian podniósł głowę.
Jego wzrok najpierw powędrował w stronę Lilii.
Na jego twarzy odmalował się wyraz ulgi.
Potem zobaczył pierścień Viktora.
Coś w nim pękło.
„Ty” – wyszeptał Damian.
Viktor zrobił krok naprzód.
„Damian—”
„Znałeś Noaha.”
„Tak.”
„Przyprowadziłeś go do mojego domu.”
„Aby cię uratować.”
„Zniszczyłeś wszystko.”
Leon się roześmiał.
„Nie. Viktor po prostu otworzył drzwi. Twoja rodzina zrobiła resztę.”
Gabriel wszedł do kaplicy ze swoimi agentami.
„Odłóż broń.”
Uśmiech Leona stał się szerszy.
„Nadal uważasz, że to aresztowanie”.
Pociągnął Damiana za włosy i podniósł go do góry.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






