REKLAMA

„Dokąd ty się wybierasz?!”. Viktor zastąpił żonie drogę. „A kto się zajmie moją matką? Nie mam czasu!”

REKLAMA
„Dokąd ty się wybierasz?!”. Viktor zastąpił żonie drogę. „A kto się zajmie moją matką? Nie mam czasu!”
REKLAMA


Konferencja była wspaniała. Ludmiła przedstawiła wyniki swoich badań nad nowymi metodami syntezy związków organicznych, co wywołało sensację. Profesor Arkhipow z Uniwersytetu Moskiewskiego zaproponował jej nawet stanowisko w swoim laboratorium po obronie pracy doktorskiej.

Przez trzy dni prowadziła prawdziwie naukowe życie. Rozmawiała z kolegami, omawiała perspektywy przyszłych badań i czuła się jak człowiek, a nie tylko nieodpłatna opiekunka.
Viktor dzwonił bez przerwy, ale nie odbierała. Wysyłał wiadomości, ale ich nie czytała. Drugiego dnia konferencji Paweł do niej zadzwonił. „Ludmiła, to skandal! Marina odmawia zostania z mamą! Mówi, że musi pracować!”.
„I myślisz, że nie mam pracy?”.
„Ale ty zawsze…”
. „Dokładnie, ZAWSZE miałam! Ale teraz NIE BĘDĘ! Zajmij się własną matką!”.
„Jak śmiesz…”. „
ŚMIEM! I wiesz co, Paweł? Powiedz bratu, żeby zaczął szukać innego mieszkania. Nie wrócę do tego nędznego wynajmowanego mieszkania!”.
„Zwariowałaś?”
. „Tak! Zwariowałam! W końcu pękłam!”. „Znosiłam twoją nieuprzejmość przez trzy lata, ale to KONIEC!”.
Rozłączyła się i zablokowała jego numer. Potem zadzwoniła do swojej przyjaciółki Iriny, która od dawna proponowała jej nocleg.
„Ira, mogę u ciebie zostać na kilka tygodni? Chyba się rozwiedzę”.
„Luda! Nareszcie! Oczywiście, że możesz przyjechać! Mówiłam ci sto razy, żebyś zostawiła tego pasożyta!”.
Po konferencji Ludmiła nie wróciła do wynajętego mieszkania, które dzieliła z Viktorem. Odebrała swoje rzeczy z przechowalni bagażu na dworcu kolejowym – roztropnie spakowała najpotrzebniejsze rzeczy z wyprzedzeniem – i poszła do Iriny.
Następnego dnia wynajęła kuriera i wysłała Viktorowi dokumenty rozwodowe.
Viktor otrzymał kopertę tego samego wieczoru. Właśnie wrócił z mieszkania matki, wyczerpany i wściekły. Opieka nad nią przez dwa dni była istną torturą. Leki co dwie godziny, zmiana pieluch, karmienie, kąpiel…
Jak Ludmiła dawała radę przez trzy lata?
Paweł też był u kresu sił. Marina wpadła w furię, gdy poprosił ją, żeby została z jego matką tylko na kilka godzin.
„CO, zatrudniłeś mnie, żebym opiekowała się twoją matką?” – wrzasnęła Marina tak głośno, że cały budynek ją słyszał. „Ludmiła była głupia, że ​​się zgodziła! Ale NIE JESTEM IDIOTĄ!”
„Ale Marina, to moja matka…”
„To sama się nią zaopiekuj! Albo zatrudnij opiekunkę! Mam pracę, gdybyś zapomniał!”
„Ale masz elastyczny grafik…” „
I CO Z TEGO? Czy to znaczy, że muszę pracować jako wolontariuszka? Wal się, Pavel! Zapytaj mnie jeszcze raz, a też złożę pozew o rozwód! Tak jak Ludmiła!”
Paweł spojrzał na żonę zszokowany. Marina nigdy wcześniej nie wspominała o rozwodzie. A jednak w jej oczach była taka determinacja, że ​​wiedział, iż to nie są puste groźby.
Bony podarunkowe do spa dla twojej żony.
Kiedy Wiktor otworzył kopertę i zobaczył pozew rozwodowy, nogi o mało się pod nim nie ugięły. Osunął się ciężko na sofę, czytając dokument raz po raz.
Ludmiła starała się o rozwód, argumentując, że dalsze życie małżeńskie stało się niemożliwe. Nie zgłaszała żadnych roszczeń do ich majątku. I tak nie było czego dzielić. Ich mieszkanie było wynajmowane, nie mieli samochodu i żadnych oszczędności.
Minął miesiąc.
Wiktor i Paweł zatrudnili profesjonalną opiekunkę. Kosztowało ich to połowę ich łącznych dochodów, ale nie mieli innego wyjścia. Po kłótni Marina celowo zignorowała wszystkie prośby męża dotyczące jego matki.
Bracia przeprowadzili się do mieszkania Antoniny Pietrowna. Było to wygodniejsze i tańsze niż dalsze opłacanie czynszu gdzie indziej.
Wiktor próbował znaleźć Ludmiłę, ale najwyraźniej zniknęła. W pracy powiedziano mu, że jest na bezpłatnym urlopie. Jej numer był zablokowany. Nie mieli prawie żadnych wspólnych znajomych, ponieważ Viktor nigdy nie interesował się jego kręgiem towarzyskim.
Aż pewnego dnia wpadł na nią przypadkiem.
Siedziała w kawiarni niedaleko uniwersytetu z siwowłosym mężczyzną, pogrążona w rozmowie. Na stole rozłożone były diagramy i grafy.
Wyglądała… na szczęśliwą.
Viktor nie widział jej takiej od bardzo dawna. Jej oczy błyszczały, policzki płonęły rumieńcem, a ona entuzjastycznie gestykulowała, wyjaśniając coś mężczyźnie siedzącemu naprzeciwko.
Viktor podszedł do ich stolika.
„Ludmiła…”
Spojrzała na niego. W jej oczach nie było ani gniewu, ani urazy.
„Cześć, Viktor”.
„Musimy porozmawiać”.
„Nie, to nie jest konieczne. Wszystko, co trzeba było powiedzieć, zostało już dostarczone przez kuriera”.
„Luda, spróbujmy to naprawić…”
„Naprawić?” Uśmiechnęła się smutno. „Viktor, już za późno. Podpisałam kontrakt z Uniwersytetem Moskiewskim. Po obronie pracy doktorskiej jadę do Moskwy. Profesor Archipow” – skinęła głową do towarzysza – „zaproponował mi posadę w swoim laboratorium”.
„Ale… co z nami? Z naszą rodziną?”
„Jaką rodziną, Viktor? Z tą, w której byłam nieopłacaną służącą? Z tą, w której nikt nie dbał o moje marzenia i aspiracje?”
„Myliłam się…”
„TAK, myliłaś się! Ale to nie jedyny problem. Pokazałaś mi swoje prawdziwe oblicze. Dla ciebie nie jestem ani partnerem, ani człowiekiem. Jestem funkcją. Muszę się troszczyć, służyć i milczeć. Przepraszam, ale to nie jest życie, jakiego pragnę”.
„A moja matka?”
„Twoja matka ma dwóch synów. Niech się nią opiekują. Poza tym powiedz Antoninie Pietrownie, że myślę o niej i życzę jej zdrowia. To dobra kobieta. Niestety, wychowała dwóch samolubnych synów”.
Wiktor miał właśnie odpowiedzieć, ale profesor Archipow wstał od stołu.
„Ludmiło Siergiejewno, musimy iść. Zebranie wydziału zaczyna się za pół godziny”.
„Tak, oczywiście”.
Zebrała papiery i wstała. Wiktor złapał ją za ramię.
„Ludmiło, błagam cię…”
„PUŚĆ MNIE!” Cofnęła rękę. „I przestań mnie szukać. To koniec, Viktorze. Dokonałeś tego wyboru, kiedy uznałeś, że moje życie jest warte mniej niż twój komfort”.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA