REKLAMA

„Dokąd ty się wybierasz?!”. Viktor zastąpił żonie drogę. „A kto się zajmie moją matką? Nie mam czasu!”

REKLAMA
„Dokąd ty się wybierasz?!”. Viktor zastąpił żonie drogę. „A kto się zajmie moją matką? Nie mam czasu!”
REKLAMA


Odwróciła się i odeszła, zostawiając Viktora stojącego na środku kawiarni. Ludzie przy sąsiednich stolikach patrzyli na niego z zaciekawieniem.
Szedł powoli w stronę wyjścia, zdając sobie sprawę, że być może stracił najcenniejszą osobę w swoim życiu.
I stracił ją przez własną głupotę i egoizm.
Paweł czekał na niego w domu, ciemny jak burzowa chmura.
„Marina złożyła pozew o rozwód” – oznajmił bez wstępów. „Mówi, że nie chce wiedzieć, co stało się z Ludmiłą. Myśli, że zrobię z niej nieodpłatną opiekunkę dla naszej matki”.
Viktor bez słowa nalał sobie kieliszek wódki i wypił go jednym haustem.
„Widziałem Ludmiłę”. Przeprowadza się do Moskwy. Na stałe.

„Do diabła!” zaklął Paweł. „Co teraz zrobimy?”
„Żyć” – odparł zmęczonym głosem Wiktor. „Żyć z konsekwencjami naszego egoizmu. To nasza wina, Pawle. Myśleliśmy, że kobiety mają obowiązek nam służyć. Ale okazuje się, że one też są ludźmi. Mają własne marzenia, plany i ambicje”.
„Do diabła z tym wszystkim!” Paweł nalał sobie wódki. „Może Marina się opamięta…”
„Nie opamięta” – powiedział Wiktor, kręcąc głową. „Ona i Ludmiła mają rację. Traktowaliśmy je jak służące. A kiedy służba się zbuntowała, nie wiedzieliśmy, co robić. Teraz dostaliśmy dokładnie to, na co zasłużyliśmy”. Matka zawołała ich z drugiego pokoju. Bracia spojrzeli na siebie.
„Twoja kolej” – powiedział Paweł.
„Nie, twoja”. „Byłem dziś rano”.
„Co za różnica? Chodźmy razem”.
Wstali i poszli do matki.
Byli dwoma dorosłymi mężczyznami – odnoszącymi sukcesy i zadowolonymi z siebie – którzy dopiero teraz zaczynali rozumieć prawdziwy koszt opieki nad ukochaną osobą.
Ale było już za późno.
Ich żony odeszły, pozostawiając ich samym sobie, by stawić czoła własnemu egoizmowi i chorej matce.
Tymczasem Ludmiła siedziała w samolocie do Moskwy, czując się wolna.
Wolna od oczekiwań innych, obowiązków narzuconych jej i roli nieopłacanej służącej.
Czekało ją nowe życie – życie pełne nauki, pracy, którą kochała, i ludzi, którzy doceniliby ją jako jednostkę, a nie funkcję.
Trochę przerażało ją zaczynanie wszystkiego od nowa w wieku trzydziestu dwóch lat, ale to był jej wybór.
I niczego nie żałowała.
Zawibrował jej telefon. Właśnie przyszła wiadomość od Antoniny Pietrowna, wysłana z pomocą sąsiadki:
„Ludoczko, bądź szczęśliwa. Wybacz moim głupim synom. Postąpiłaś słusznie. Żyj własnym życiem!”.
Ludmiła uśmiechnęła się i wyłączyła telefon.
Przeszłość była za nią.
Czekała ją tylko przyszłość.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA