„Nie”. Uśmiechnął się smutno. „To zrobili chirurdzy. Dopilnowałem tylko, żebyś nie wydał reszty na opłacenie tego przywileju”.
Śmiałem się przez łzy.
“Nie masz pojęcia, co dla mnie zrobiłeś.”
“Myślę, że tak.”
“Uratowałeś mi życie.”
Przez kilka sekund żadne z nas się nie odzywało.
Wtedy Wiktor wziął jeden powolny oddech.
“Muszę cię o coś zapytać.”
Ciepło we mnie ostygło na tyle, że mogłam usłyszeć wahanie w jego głosie.
“Co to jest?”
Spojrzał mi prosto w oczy.
„Uratowałem cię. Teraz musisz coś dla mnie zrobić”.
I nagle mój cud przestał wydawać się taki prosty.
Teraz musisz coś dla mnie zrobić.
Spojrzałem na Victora.
Wszystkie ostrzeżenia, jakie kiedykolwiek dała mi matka, wróciły jak bumerang.
Nigdy nikomu nie bądź nic winien.
Życzliwość jest cudowna.
Długi mają długą pamięć.
„Czego… potrzebujesz?” zapytałem.
Jego ramiona lekko się rozluźniły, jakby wstrzymywał oddech.
“Kolacja.”
Życzliwość jest cudowna.
Zamrugałam. „Przepraszam?”
“Tylko kolacja.”
Victor się uśmiechnął, choć uśmiech nie sięgnął jego oczu.
„Chciałbym poznać osobę, której życie przecięło się z moim, Rosie.”
Przyglądałem się jego twarzy.
Żadnego samozadowolenia.
Żadnej ukrytej satysfakcji.
Tylko… nadzieja.
“Tylko kolacja.”
“To wszystko?”
„Na razie.”
Te słowa przykuły moją uwagę.
„Na razie?”
Zdawał się zdawać sobie sprawę, jak to brzmiało.
„Mam na myśli… jedną kolację. Jeśli spodoba ci się moje towarzystwo, to wspaniale. Jeśli nie, to przynajmniej będę wiedział, że wracasz do zdrowia”.
Sięgnął do kieszeni płaszcza i podał mi prostą białą wizytówkę.
Zwycięzca.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






