REKLAMA

Dwa miesiące po naszym rozwodzie znalazłem moją byłą żonę siedzącą samotnie w szpitalu…

REKLAMA
Dwa miesiące po naszym rozwodzie znalazłem moją byłą żonę siedzącą samotnie w szpitalu…
REKLAMA

„Ale teraz jesteś tutaj.”

„A co jeśli teraz nie wystarczy?”

Rohit spojrzał przez szybę na nieruchome ciało Mai.

„Więc niech wystarczy na wszystko, na co tylko masz czas.”

Godziny mijały.

Gorączka nie chciała ustąpić.

W pewnym momencie po północy monitor zaczął wydawać szybsze dźwięki.

A potem za szybko.

Przybiegły pielęgniarki.

Doktor Varga krzyczał instrukcje.

Zrobiłem krok naprzód, ale Rohit złapał mnie za ramię.

„Pozwólmy im pracować”.

„Maya!” zawołałem.

Ona nie odpowiedziała.

Świat zawęził się do zielonej linii skaczącej na monitorze.

Słyszałem fragmenty.

„Spadek ciśnienia krwi.”

„Przygotuj lekarstwo.”

„Zostań z nami, Maya.”

Zostawać.

Słowo to stało się modlitwą w mojej głowie.

Nie modliłem się od lat. Tej nocy modliłem się, nie wiedząc, kto słucha.

Weź cokolwiek.

Weź moje lata.

Bądź moją dumą.

Przyjmij każdy awans, każdą wygodę, każde głupie marzenie.

Pozwól jej po prostu otworzyć oczy.

Przez dwadzieścia minut w pokoju panował chaos.

Potem powoli i boleśnie monitor się ustabilizował.

Doktor Varga wyszedł w końcu wyczerpany.

„Na razie jej stan jest stabilny”.

Na razie.

Skinąłem głową, nie mogąc wydobyć głosu.

„Może się obudzić za kilka godzin. Możesz przy niej usiąść, ale jej nie niepokój.”

Wszedłem do pokoju, jakbym wchodził do świętego miejsca.

Maya leżała blada na poduszce, z suchymi ustami i nieruchomymi rzęsami. Usiadłem obok niej i ostrożnie wziąłem ją za rękę.

Było cieplej niż wczoraj.

To maleńkie ciepło niemal doprowadziło mnie do płaczu.

Zostałem tam aż do świtu.

Gdy w końcu otworzyła oczy, niebo na zewnątrz przybrało srebrzysty odcień.

Jej wzrok przesuwał się powoli, aż w końcu mnie odnalazł.

„Ardżuno?”

„Jestem tutaj.”

Jej głos był ledwo słyszalny.

„Śniło mi się, że znowu odszedłeś.”

Podszedłem bliżej.

“NIE.”

„Szedłeś długim korytarzem” – wyszeptała. „Wciąż wołałam, ale mnie nie słyszałeś”.

Ścisnęło mnie w gardle.

„Teraz cię słyszę.”

Spojrzała na mnie błyszczącymi od gorączki oczami.

“Czy ty?”

“Tak.”

Łza spłynęła jej z kącika oka.

„W takim razie słuchaj uważnie.”

Ścisnąłem jej dłoń mocniej.

„Słucham.”

„Jeśli mi się nie uda…”

„Nie.”

“Proszę.”

Zamilkłam.

Oddychała ostrożnie, zbierając siły.

„Jeśli mi się nie uda, nie rób ze mnie swojej kary. Nie spędzaj reszty życia kochając ducha, bo czujesz się winny”.

Oczy mnie piekły.

„Maya…”

„Obiecaj mi.”

„Nie mogę tego obiecać.”

„Musisz żyć, Ardżuno.”

„Nie wiem, jak to zrobić bez ciebie.”

Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.

„Uczyłeś się raz.”

„Nie” – wyszeptałem. „Istniałem. To co innego”.

Jej palce słabo poruszały się względem moich.

„W takim razie ucz się porządnie.”

Pochyliłem głowę nad jej dłonią.

„Nie chcę cię stracić.”

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA