„Szedłeś długim korytarzem” – wyszeptała. „Wciąż wołałam, ale mnie nie słyszałeś”.
Ścisnęło mnie w gardle.
„Teraz cię słyszę.”
Spojrzała na mnie błyszczącymi od gorączki oczami.
“Czy ty?”
“Tak.”
Łza spłynęła jej z kącika oka.
„W takim razie słuchaj uważnie.”
Ścisnąłem jej dłoń mocniej.
„Słucham.”
„Jeśli mi się nie uda…”
„Nie.”
“Proszę.”
Zamilkłam.
Oddychała ostrożnie, zbierając siły.
„Jeśli mi się nie uda, nie rób ze mnie swojej kary. Nie spędzaj reszty życia kochając ducha, bo czujesz się winny”.
Oczy mnie piekły.
„Maya…”
„Obiecaj mi.”
„Nie mogę tego obiecać.”
„Musisz żyć, Ardżuno.”
„Nie wiem, jak to zrobić bez ciebie.”
Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
„Uczyłeś się raz.”
„Nie” – wyszeptałem. „Istniałem. To co innego”.
Jej palce słabo poruszały się względem moich.
„W takim razie ucz się porządnie.”
Pochyliłem głowę nad jej dłonią.
„Nie chcę cię stracić.”
Przyglądała mi się przez dłuższą chwilę.
Potem powiedziała coś, co wszystko zmieniło.
„Nigdy nie przestałem cię kochać.”
Moje serce się zatrzymało.
Na chwilę zamknęła oczy, jakby przyznanie się do tego kosztowało ją zbyt wiele.
„Próbowałam” – wyszeptała. „Po rozwodzie próbowałam cię znienawidzić. Byłoby łatwiej. Ale za każdym razem, gdy coś mnie bolało, nadal chciałam najpierw do ciebie zadzwonić”.
Zakryłam usta wolną ręką, walcząc ze łzami.
„Ja też cię kocham” – powiedziałem. „Kocham cię teraz bardziej szczerze niż kiedykolwiek, kiedy miałem prawo to powiedzieć”.
Spojrzała na mnie.
„Prawa można utracić”.
“Ja wiem.”
„Zaufanie można utracić.”
“Ja wiem.”
„A czasami miłość przetrwa, ale nadal nie będzie mogła wrócić do tego samego domu”.
Powoli skinąłem głową.
„Nie proszę o ten sam dom”.
„O co więc prosisz?”
Spojrzałem na jej bladą twarz, na twarz kobiety, którą bardzo kochałem i uczyłem się kochać lepiej.
„Szansa, żeby stanąć za drzwiami” – powiedziałem. „Tak długo, jak będzie trzeba. Nawet jeśli nigdy więcej nie otworzysz ich całkowicie”.
Po raz pierwszy wyciągnęła do mnie rękę.
Słabo.
Ostrożnie.
Pochyliłem się do przodu, a ona położyła dłoń na moim policzku.
Jej dłoń była cienka, delikatna i drżąca.
Ale miałem wrażenie, że przebaczenie zaczyna oddychać.
Nie jest to całkowite przebaczenie.
Niełatwe wybaczenie.
Ale to pierwsza żywa istota po długiej zimie.
Dwa dni później stan zakażenia zaczął się poprawiać.
Wszyscy uznali to za dobrą nowinę.
Jednak twarz doktora Vargi pozostała ciężka.
Ponieważ przebieg większej bitwy się nie zmienił.
Maya nadal potrzebowała dawcy.
I nic nie znaleziono.
Następnie, siódmego dnia po gorączce, Rohit przybył do szpitala z wyrazem twarzy, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem.
Poważny.
Prawie przestraszony.
Pociągnął mnie na korytarz.
„Arjun” – powiedział – „jest coś, co musisz wiedzieć”.
“Co?”
Spojrzał w stronę pokoju Mai, a potem z powrotem na mnie.
„Zrobiłem test.”
Spojrzałam na niego.
„W celu zapewnienia zgodności dawcy?”
Skinął głową.
Poczułem ucisk w klatce piersiowej.
„Rohit…”
„Nie powiedziałem ci, bo nie chciałem wywołać dramatu przed wynikami”.
“I?”
W jego oczach pojawiło się niedowierzanie.
„Pasuję częściowo.”
Na sekundę poczułem przypływ nadziei.
Potem dodał: „Ale dr Varga powiedział, że częściowe może nie wystarczyć”.
Nadzieja zachwiała się.
„Chce przeprowadzić dodatkowe badania” – powiedział. „Może być inny sposób”.
Zmarszczyłem brwi.
„Jaki sposób?”
Rohit zawahał się.
Potem powiedział: „Pytała o historię ciąży Mai”.
Zamarłem zupełnie.
Historia ciąży.
Poronienia.
Na korytarzu pojawił się dziwny, niemożliwy strach.
„Dlaczego?” zapytałem.
Rohit wyglądał na równie zdezorientowanego, jak ja się czułem.
„Nie wiem. Ale ona chce porozmawiać z wami obojgiem.”
Część 7 — Dziecko, które myśleliśmy, że straciliśmy
Tego wieczoru dr Varga wezwała nas do swojego gabinetu.
Maya siedziała obok mnie na wózku inwalidzkim, wciąż słaba, ale przytomna. Rohit stał przy drzwiach, niezwykle cichy.
Lekarz położył teczkę na biurku.
„Muszę zadać delikatne pytanie” – powiedziała.
Maya skinęła głową.
„Miałaś dwa poronienia?”
Jej twarz się napięła.
“Tak.”
„Czy oboje byli leczeni tutaj, w Budapeszcie?”
„Drugi był” – powiedziała Maya. „Pierwszy był w Indiach”.
Doktor Varga przejrzał plik.
„Drugą ciążę odnotowano około dwunastego tygodnia, prawda?”
Palce Mai zacisnęły się na podłokietniku.
“Tak.”
Wyraz twarzy lekarza stał się ostrożny.
„Czy po zabiegu skontaktował się z Panem ktoś ze szpitala w sprawie konserwacji tkanek lub badań genetycznych?”
Maya zmarszczyła brwi.
“NIE.”
Pochyliłem się do przodu.
„O co chodzi?”
Doktor Varga spojrzał na nas oboje.
„W aktach Mai znajduje się stary zapis, który zaintrygował jednego z naszych hematologów. Po poronieniu tkankę płodu wysłano do badań patologicznych, co jest standardową procedurą w niektórych przypadkach. Była tam jednak również wzmianka o tymczasowym zachowaniu żywego materiału komórek macierzystych przypominających krew pępowinową do badań przesiewowych”.
Maya zbladła.
“Nie rozumiem.”
„Większość tego materiału nie byłaby teraz przydatna” – powiedział dr Varga. „Ale dokumentacja wskazuje, że próbka została przekazana do biobanku powiązanego z kliniką”.
Mój puls zaczął walić.
„Co to znaczy?”
„To może nic nie znaczyć” – ostrzegł lekarz. „Ale ponieważ próbka pochodzi z twojej ciąży, istnieje prawdopodobieństwo, że zawiera materiał genetyczny blisko spokrewniony z wami obojgiem. W rzadkich przypadkach takie próbki mogą pomóc w dopasowaniu dawcy lub zapewnić wsparcie w zakresie komórek macierzystych”.
Maya wpatrywała się w nią.
„Nasze dziecko?”
Słowo wkroczyło do pokoju niczym duch.
Twarz doktora Vargi złagodniała.
„Próbka związana z tą ciążą, tak.”
Maya zaczęła powoli potrząsać głową.
„Nie. Powiedzieli mi, że wszystko przepadło.”
Poczułem, że to samo wspomnienie narasta między nami.
Drugie poronienie.
Cichy pokój szpitalny.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






