Szybko przeszukałem tego mężczyznę.
Brak identyfikacji.
Amunicja zagraniczna.
Radio dostrojone do prywatnej częstotliwości.
Potem znalazłem małą srebrną broszkę przyczepioną pod kołnierzykiem.
Wąż w koronie.
Krew mi zmroziła krew w żyłach.
Symbol należał do rodziny Vescari.
Przez dwadzieścia lat Vescarisowie kontrolowali szlaki przemytnicze z Montrealu do Nowego Orleanu. Bezwzględni, cierpliwi i niemal niemożliwi do infiltracji, unikali otwartej wojny z moją rodziną, ponieważ żadna ze stron nie mogła sobie na to pozwolić.
Aż do teraz.
Marco mnie po prostu nie zdradził.
Zaprosił moich wrogów do mojego domu.
Z radia zmarłego dobiegł trzask głosu.
„Wschodni korytarz czysty. Ani śladu Romano.”
Inny głos odpowiedział: „Sprawdźcie dolne pomieszczenia. Moretti mówi, że księga nadal jest w środku”.
Moretti.
Ta nazwa uderzyła mocniej niż kula.
Elena.
Moja narzeczona dała im dostęp.
Przez trzy lata spała obok mnie, chodziła na kolacje z moimi kapitanami, pocieszała moją matkę w czasie jej ostatniej choroby i nosiła pierścionek zaręczynowy mojej babci.
Uśmiechnęła się, dowiadując się, gdzie rozmieszczone są kamery.
Pocałowała mnie, zapamiętując moje rytuały.
Pomogła zaplanować moje zabójstwo.
Zoe pociągnęła mnie za rękaw.
„Czy mama jest ranna?”
Zmusiłem się do pokazania wściekłości na twarzy.
„Nie, jeśli będziemy działać szybko”.
Otworzyłem panel i wyszedłem na korytarz.
Ciało intruza pozostawiło ciemną smugę przy wejściu. Oprowadziłem Zoe wokół niej i wszedłem do pokoju.
Jej matka leżała pod cienkim kocem, jej twarz była blada i wilgotna od gorączki.
Lily Williams pracowała w mojej rezydencji niecały rok. Była cicha, sprawna i niemal niewidoczna – typ służącej, która wykonywała każde zadanie, zanim ktokolwiek pomyślał o jego wykonaniu.
Do tego momentu powiedziałem do niej zaledwie dziesięć zdań.
Teraz zauważyłem, jak bardzo schudła.
Jej ciemne włosy przylegały do skroni. Jedna dłoń spoczywała ochronnie na złożonej kartce papieru pod poduszką.
„Mamo!” Zoe pobiegła do łóżka.
Oczy Lily się otworzyły.
W chwili, gdy mnie zobaczyła, na jej twarzy zamiast słabości pojawiła się panika.
„Pan Romano.”
Spróbowała usiąść.
Podniosłem rękę. „Nie”.
Jej wzrok powędrował na pistolet w mojej ręce, a potem na otwarte drzwi.
„Przyszli” – wyszeptała.
„Wiedziałeś, że przyjdą?”
W jej oczach pojawiło się poczucie winy.
„Wiedziałem, że ktoś to zrobi.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






