Emily sortowała pocztę przy stole z formiki, oddzielając ulotki z zakupami od oficjalnej koperty. Jej wydrukowany odpis świadectwa ukończenia college’u leżał na stole, z wysokimi ocenami z wprowadzenia do księgowości.
„Dotacja państwowa pokrywa tylko połowę semestru zimowego” – powiedziała jej matka, odstawiając kubek z głośnym kliknięciem.
„Mogę wziąć dodatkową sześciogodzinną zmianę w niedzielę” – powiedziała Emily, poprawiając kołnierz sztruksowej kurtki, a jej głos stał się nieco bardziej pytający.
Jej matka pokręciła głową, wskazując palcem na rachunek za czesne w wysokości czterystu osiemdziesięciu dolarów. „Nie możesz pracować trzydzieści godzin tygodniowo i zdać tych egzaminów, Emily”.
„Dam sobie radę” – powiedziała Emily.
Zapach przypalonej hikory unosił się w kuchni wędzarni, gdzie Emily pracowała przy kasie. Jason stał obok niej przy stole ze stali nierdzewnej, owijając resztki żeberek wołowych grubym papierem rzeźnickim.
„Moja mama chce, żebyśmy wrócili do Arkansas na jego urodziny w przyszłym miesiącu” – powiedział Jason, a jego powolny, przeciągły głos zamienił słowo „matka” w dwa wyraźne, ciężkie dźwięki. Mówiąc, mocno pocierał kciukiem wnętrze dłoni.
„Potrafimy iść własną drogą, bez względu na to, co mówią” – powiedziała Emily, wkładając zapakowane paczki do tekturowego pudła. „Dobrze?”
Jason spojrzał na poplamioną tłuszczem podłogę, jego dłonie nagle znieruchomiały. „Jasne, Emily. Chyba tak zrobimy”.
„Czy pozwoli nam zatrzymać się w domku za głównym domem?” zapytała Emily.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






