„Za to, że zachowywałam się tak, jakbym… bo miałam rację, byłam w jakiś sposób lepsza od was wszystkich. Ale nie jestem lepsza. Po prostu zapomniałam. Zapomniałam o wszystkim”.
„Nie zapomniałaś” – powiedziała jej matka. „Twoje życie jest po prostu inne. To nic złego. To nawet dobrze. Spójrz na siebie. Wyrosłaś na inteligentną i piękną. Ale pamiętaj: kiedy życie staje się zbyt trudne, zawsze możesz wrócić do domu. A ja cię nakarmię. Ziemniaki z boczkiem albo domowe pasztety. Twoja filozofia może poczekać. Bo kiedy jesteś głodna, nie jesteś filozofem. Jesteś po prostu głodna”.
Weronika wstała, podeszła do matki i ją przytuliła.
Była tak ciepła, jak w dzieciństwie Weroniki. Wciąż pachniała dymem i chlebem.
„Usmażę ci tofu” – powiedziała Weronika, płacząc. „Chcesz trochę?”
„Dlaczego nie?” „Usmaż tofu” – powiedziała jej matka. „Ale nie dodawaj do tego boczku”.
Wybuchnęli śmiechem przez łzy.
Siedziały razem w kuchni starego domu, podczas gdy pierwszy tegoroczny śnieg wirował za oknami, a garnek z ziemniakami stygł na kuchence.
Następnego ranka Weronika wstała wcześnie i poszła do kuchni. Jej mama już była zajęta przy kuchence.
„Mamo, myślałam…”
„No i?”
„Może moglibyśmy kupić kurę. Tylko jedną. Ale pozwolilibyśmy jej swobodnie biegać. Mogłaby być hodowana etycznie”.
Matka odwróciła się, spojrzała na córkę i uśmiechnęła się.
„Dwie kury i koguta. W ten sposób nie będą samotne”.
„Dwie kury i koguta” – zgodziła się Weronika. „Ale i tak będę jadła tofu”.
„Jedz, co chcesz” – powiedziała matka. „Co cię powstrzymuje? Ważne, żeby być dobrym człowiekiem. To, co jesz, nie ma znaczenia”.
Na śniadanie zjadły owsiankę.
Zwykłą jaglaną gotowaną na wodzie z dynią.
I była to najpyszniejsza owsianka, jaką Weronika jadła od trzech lat.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






