Na początku myślałam, że to po prostu śmieć na podłodze w łazience. Wyglądał gumowato, ciemno i zupełnie nie na miejscu. Ale coś w nim było nie tak, prawie żywe, i sama ta myśl sprawiła, że serce zaczęło mi walić.
Stałam tam, gapiąc się, próbując przekonać samą siebie, że to nic takiego. Może spadło skądś, może było częścią czegoś rozbitego. Mimo to nie mogłam zignorować dziwnego kształtu – grubego, nierównego i niepokojąco organicznego.
Im dłużej się temu przyglądałem, tym bardziej moja wyobraźnia szwankowała. Sprawdzałem każdy kąt łazienki, rury, sufit, nawet cienie. Wciąż się zastanawiałem, czy się poruszyło, czy może gdzieś się kryją.
Zastanawiałem się, kto przede mną korzystał z łazienki. Czy ktoś na nią nadepnął? Czy to coś dostało się z odpływu? Myśl, że mogło wejść tu z jakiegoś ciemnego i mokrego miejsca, przyprawiała mnie o ciarki.
W końcu przyjrzałem się bliżej, powstrzymując się od paniki. Wtedy zauważyłem jego fakturę i delikatny ruch. To nie był plastik. To nie były śmieci. To było coś żywego.
Po przeszukaniu internetu i porównaniu zdjęć w końcu znalazłem odpowiedź. To była pijawka. Coś, co żywi się krwią. Uświadomienie sobie tego sprawiło, że nagle wszystko stało się niebezpieczne.
Od tamtej chwili nie mogłam już patrzeć na moją łazienkę tak samo. Każda wilgotna powierzchnia wydawała mi się podejrzana. Każdy cień sprawiał wrażenie, jakby coś w nim kryło.
Ostatecznie nie chodziło tylko o samą pijawkę. Chodziło o uczucie, jakie po sobie pozostawiła – przypomnienie, że nawet w najczystszych i najbezpieczniejszych miejscach może pojawić się coś nieoczekiwanego. A kiedy już to zobaczysz, nigdy tego tak naprawdę nie zapomnisz.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






