Część 2
Kiedy cała kabina jednocześnie milknie, można usłyszeć sam samolot.
Silniki ryczały równo pod podłogą. Powietrze szeleściło w otworach wentylacyjnych. Gdzieś z przodu zaterkotał na wpół zabezpieczony wózek serwisowy. Dalej nic. Nawet Chloe.
Kapitan oddał mu honory.
Powoli odpiąłem pas i wstałem. Nawyk wziął górę, zanim emocje – ramiona wyprostowane, broda na wysokości, głos spokojny. Odwzajemniłem salut.
„Spokojnie, Kapitanie.”
Opuścił rękę. „Proszę pani, Centrum Honolulu poinformowało nas, że na pokładzie znajduje się starszy oficer dowodzenia z upoważnieniem do działań na Pacyfiku. Mamy awarię systemu nawigacyjnego, która jest powiązana z zamknięciem najbliższych lotnisk cywilnych przez burzę. Jest jedna realna opcja lądowania”.
Już wiedziałem, co to będzie.
„Wspólna baza Pearl Harbor-Hickam” – powiedziałem.
„Tak, proszę pani. Ale w obecnych warunkach operacje bazowe wymagają zezwolenia na skierowanie samolotu cywilnego w przestrzeń powietrzną o ograniczonym dostępie”.
Wokół nas zaczęły się szepty.
Ogólny?
Czy powiedział generał?
Co do cholery?
Kapitan spojrzał mi w oczy. „Potrzebuję twojego kodu dostępu”.
W pierwszej klasie mój ojciec wydał z siebie cichy, zdezorientowany odgłos. Chloe stała w przejściu, ściskając oparcie fotela, a jej twarz odpłynęła. Vance zamarł w bezruchu.
Sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni i wyciągnąłem czarny telefon. Ekran zapalił się na sygnale. Mój kciuk bez wahania przesunął się po sekwencji.
„Masz zgodę na awaryjne przekierowanie” – powiedziałem. „Przekaż autoryzację Delta-Siedem dowództwu bazy i poproś o ograniczony dostęp do korytarza. Będą wiedzieć, z kim się skontaktować”.
Kapitan skinął głową. „Zrozumiałem, Generale”.
Następnie odwrócił się i niemal biegiem ruszył w stronę kokpitu.
Szepty stawały się coraz głośniejsze.
Usiadłem z powrotem, zapiąłem pas i wygładziłem przód kurtki poplamionej kawą. Ta plama wydawała mi się teraz aż zabawna.
Kobieta po drugiej stronie przejścia spojrzała na mnie otwarcie. „Czy ty naprawdę…”
“Tak.”
Zamrugała i odchyliła się do tyłu, nie dokańczając.
Z przodu Chloe w końcu odzyskała głos. „Harper?”
Patrzyłem przed siebie, nie na nią.
Zniżanie rozpoczęło się dziesięć minut później. Samolot opadał w dół przez gęste chmury i wzburzone powietrze, aż skrzypiały ramy foteli. Za oknem panowała tylko szarość, aż nagle chmury się rozstąpiły, a w dole pojawiło się wilgotne światło wyspy. W polu widzenia pojawił się pas startowy w Hickam – długi i jasny, otoczony oświetlonymi hangarami, ciemnymi samolotami wojskowymi i niskimi betonowymi budynkami, których żaden cywilny pasażer nie pomyliłby z terminalem lotniczym.
Wylądowaliśmy twardo.
Nie niebezpiecznie. Po prostu twardo jak na wojskowym pasie startowym – ryczący ciąg wsteczny, hamowanie na tyle ostre, że wszyscy wciskali się w pasy. Kilku pasażerów klaskało z nerwów. Nikt do nich nie dołączył.
Zamiast kołować w kierunku terminala, skierowaliśmy się w stronę odosobnionego fragmentu rampy oświetlonego jak plan filmowy. Czarne SUV-y. Wozy straży. Umundurowany personel czekał w kolejce.
Gdy drzwi samolotu się otworzyły, do środka wlało się jasne, białe światło.
Siedziałem, dopóki pierwszy oficer żandarmerii nie wszedł do środka. Miał na sobie pełny strój taktyczny i poruszał się z oszczędną szybkością, właściwą komuś, kto nie potrzebuje teatralnych gestów. Rozejrzał się raz po kabinie, po czym spojrzał prosto na mnie.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






