„Generał Bennett, proszę pani.”
Wstałem.
Wtedy właśnie mój ojciec wkroczył do akcji. Wcisnął się do przejścia z pierwszej klasy, z krzywym krawatem i rumieńcem na twarzy.
„Powinniście nas przepuścić” – powiedział do żandarmów. „Jesteśmy z nią. Jesteśmy rodziną”.
Najbliższy oficer nawet na niego nie spojrzał. „Proszę wrócić na swoje miejsce”.
„Nie rozumiesz” – warknął Artur. „To moja córka”.
Drugi oficer zajął miejsce, blokując przejście. „Proszę pana. Proszę usiąść.”
Za nim stała Chloe, blada i mrugając zbyt szybko. „Harper, co się dzieje?” – zapytała i po raz pierwszy od lat w jej głosie nie było sarkazmu. Tylko strach.
Vance nie powiedział ani słowa. Wyglądał, jakby w myślach odtwarzał sobie każdą nierozważną decyzję, jaką podjął w ciągu ostatnich dwóch godzin.
Poszedłem naprzód.
Mój ojciec spróbował jeszcze raz. „Powiedz im chociaż…”
Minąłem go bez zatrzymywania się.
Na zewnątrz najpierw uderzył mnie upał. Hawaje w blasku burzy mają swój własny zapach – mokry beton, paliwo lotnicze, słone powietrze, tropikalna ziemia. Reflektory oblewały asfalt bielą. Przy schodach stały dwa rzędy ochroniarzy, a za nimi czekała grupka oficerów w mieszanych mundurach – Sił Powietrznych, Wojsk Lądowych i Marynarki Wojennej. Do przodu wyszedł brygadier Sił Powietrznych ze srebrnymi szpilkami na skroniach, niosąc zapieczętowaną teczkę.
Podał mi go. „Generale, natychmiastowa odprawa. Mamy alarm cybernetyczny związany z tym samolotem”.
To była odpowiedź na jedno pytanie.
Otworzyłem teczkę pod reflektorami. Pierwsza strona zawierała krótkie podsumowanie incydentu: anomalie pakietów z komercyjnego Wi-Fi w kabinach, oznaczony sygnaturą szyfrowania zgodną z architekturą tajnych umów, odzwierciedlone w trybie awaryjnym.
Potwierdzenie.
Przez owalne okienko w drzwiach samolotu mogłem dostrzec twarz Chloe tuż przy szybie, niewyraźną.
Dobry.
Niech patrzy.
Czarny SUV zawiózł mnie przez bazę do budynku operacyjnego. W środku klimatyzacja wydawała się agresywna po tropikalnej wilgoci na zewnątrz. Centrum dowodzenia rozświetlało się niebiesko-białym blaskiem wyświetlaczy ściennych i monitorów stanowisk roboczych – prognozy pogody satelitarnej, ślady sieci, znaczniki czasu. Analitycy poruszali się cicho, tak jak robią to kompetentni ludzie, gdy wiedzą, że panika jest bezużyteczna.
Kapitan Lena Morales wyszła mi naprzeciw.
“Ogólny.”
“Raport.”
Wyświetliła mapę sieci na ekranie głównym. „Twoje żądanie pokładowe zainicjowało pasywne przechwytywanie. Zidentyfikowaliśmy jedno urządzenie wysokiego ryzyka transmitujące przez publiczną sieć Wi-Fi w samolocie. Skopiowaliśmy ruch przed przekierowaniem lotu”.
„Pokaż mi.”
Strumień danych został otwarty.
Czas pakietów. Przekaźniki docelowe. Jeden węzeł pulsuje w regularnych odstępach czasu.
Morales powiększył identyfikator urządzenia.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






