„Każdego ranka, odkąd wróciłam do pracy, mam pewien rytuał. Siadam przy biurku, loguję się do komputera, sprawdzam pocztę głosową, a potem dzwonię do koronera hrabstwa Pulaski. Dzisiaj mija 45 dni od śmierci mojej 2,5-miesięcznej córeczki w moich ramionach. Od tygodni dzwonię do tego samego mężczyzny, próbując dowiedzieć się o postępach w sekcji zwłok mojego ukochanego dziecka. Zawsze przedstawiam się w ten sam sposób:
Dzień dobry, Davidzie. Tu mama Wrena, Amanda.
Zawsze jest uprzejmy, serdeczny, nigdy nie irytuje. Z tym swoim południowym akcentem mówi: „Dzień dobry, pani Thaman. Nic mi dziś nie jest”. Serce mi pęka, ale dziękuję mu i mówię, że zadzwonię jutro.

Dzisiaj jest ciemno i deszczowo. Zupełnie jak na ironię, bo David ma odpowiedź, której tak rozpaczliwie szukałam. Przyczyna śmierci mojego ukochanego, szczęśliwego i zdrowego dziecka została sklasyfikowana jako: NIEUSTALONA. Znana również jako SIDS.

6 lipca mój mąż i nasze dzieci obudzili się, by spędzić wspaniały dzień na jeziorze Cumberland. Słońce świeciło, słychać było już łódki na wodzie. Zrobiłam sobie kawę – niezbędny posiłek, gdy przygotowujemy trójkę dzieci do wszystkiego.
Zaczęłam przygotowywać się do długiego dnia na wodzie i pamiętam, jak moja najstarsza córka Campbell siedziała ze mną na łóżku, kiedy smarowałyśmy każdy centymetr ciała 11-tygodniowej Wren kremem z filtrem. Chichotałyśmy nawet, robiąc irokeza z jej włosów. To był wspaniały poranek i bezbłędny wypad nad wodę. Kiedyś żartowałam i uważałam dzień za udany, jeśli moje dzieci żyły i spały przynajmniej o 22:00 w weekendy nad jeziorem. Kiedy myślę o tym, jak beztrosko żartowałabym z ich przetrwania, robi mi się niedobrze.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






