REKLAMA

„Ona nie oddycha!” Obudziłam się, gdy mąż gwałtownie się trząsł, trzymając nasze martwe dziecko. Codziennie dzwonię do koronera po odpowiedź. To rytuał. Mama straciła córkę z powodu SIDS, mówi, że „zabrano ją bez żadnego wyjaśnienia”.

REKLAMA
„Ona nie oddycha!” Obudziłam się, gdy mąż gwałtownie się trząsł, trzymając nasze martwe dziecko. Codziennie dzwonię do koronera po odpowiedź. To rytuał. Mama straciła córkę z powodu SIDS, mówi, że „zabrano ją bez żadnego wyjaśnienia”.
REKLAMA

„Ona nie oddycha!” Obudziłam się, gdy mąż gwałtownie się trząsł, trzymając nasze martwe dziecko. Codziennie dzwonię do koronera po odpowiedź. To rytuał. Mama straciła córkę z powodu SIDS, mówi, że „zabrano ją bez żadnego wyjaśnienia”.

Przewińmy do 3 nad ranem następnego dnia. Obudziłam się, gdy mąż gwałtownie mną potrząsał, trzymając nasze martwe dziecko i krzycząc: „Ona nie oddycha, Amanda. Ona nie oddycha!”.

Byłam wyczerpana w środku nocy i zabrałam Wren z jej Dock a Tot do łóżka, żeby nakarmić ją piersią. Robiłam to samo z dwójką moich starszych dzieci, robiłam to z Wren od dnia jej narodzin. Myślałam, że śnię, ale kiedy spojrzałam na męża trzymającego moje bezwładne, blade dziecko, moje matczyne serce od razu wiedziało. To nie był sen; moje dziecko nie żyło.

Mój mąż wrzeszczał na wszystkich, na każdego, kto miał działający telefon komórkowy, żeby zadzwonił pod numer 911. Zerwał słodkiego pajacyka Wren i zaczął reanimować. Wszyscy w kabinie byli już obudzeni i histeryzowali, łącznie z dwójką naszych starszych dzieci. Minęło 30 minut, zanim przyjechali ratownicy medyczni, ale mój mąż się nie poddał. Nie przestawał pompować jej małej piersi i przykładać całe usta do jej nosa i ust, żeby dostarczyć cenny tlen. Nie pamiętam, co robiłam. Pamiętam tylko, że wiedziałam… nic nie pomoże; zobaczyłam twarz mojej córeczki, a jej już nie było. 

„Ona nie oddycha!” Obudziłam się, gdy mąż gwałtownie się trząsł, trzymając nasze martwe dziecko. Codziennie dzwonię do koronera po odpowiedź. To rytuał. Mama straciła córkę z powodu SIDS, mówi, że „zabrano ją bez żadnego wyjaśnienia”.

Przyjechali ratownicy medyczni i zapytali, czy zażyła leki. Kiedy poszliśmy do szpitalnego pokoju bólu, lekarz i pielęgniarki przekazali nam przerażające wieści, ale jednocześnie szukali wyjaśnienia. Nie winię ich, wiłam się na zimnej szpitalnej podłodze, płacząc: „Zabiłam moje dziecko. Boże, zabiłam moje dziecko”. Nie mieliśmy żadnych odpowiedzi. Wren żyła, kiedy położyła się spać i po prostu przestała oddychać w środku nocy. Jak to się mogło stać? Mój mąż zapewnił mnie i wszystkich w szpitalu, że leży tuż obok mnie, nie pode mną, nie twarzą w dół, nie przykryta kocem, tylko na boku. Powiedział coś o świetle księżyca padającym przez okno na jej twarz, co wywołało u niego dziwne uczucie i sprawiło, że zapalił lampę obok naszego łóżka i dokonał mrożącego krew w żyłach odkrycia. 

Zostaliśmy przesłuchani przez policjantów, a domek został przeszukany. Wren nie miała żadnych urazów fizycznych ani wad wrodzonych. Wszystkie testy na obecność narkotyków i alkoholu przeprowadzone pośmiertnie dały wynik negatywny. Wyjęli narządy mojego maleńkiego dziecka i zbadali je pod mikroskopem. Nic nie znaleźli.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA