REKLAMA

„Katiu, kochanie, otwórz mi mieszkanie. Chcę tylko sprawdzić rury i zabrać kilka starych rzeczy. Wiesz, że w tamtej komórce nadal mam półki – stoją tam od zeszłego wieku. A moje serce płata mi figle, a ty ciągle mnie denerwujesz”.

REKLAMA
„Katiu, kochanie, otwórz mi mieszkanie. Chcę tylko sprawdzić rury i zabrać kilka starych rzeczy. Wiesz, że w tamtej komórce nadal mam półki – stoją tam od zeszłego wieku. A moje serce płata mi figle, a ty ciągle mnie denerwujesz”.
REKLAMA


Teraz liczył się tylko porządek i fakty.
Potem nadszedł czas na pokazanie nagrania.
Katia osobiście wręczyła pendrive komornikowi.
Zgaszono oświetlenie sufitowe. Obrócono ekran tak, aby sędzia i obie strony mogły widzieć.
Pojawił się obraz z kamery na korytarzu.
Najpierw słychać było dźwięk szlifierki kątowej.
Potem skrobanie, a drzwi otworzyły się z hukiem.
Na ekranie pojawiła się Swietłana Pawłowna.
Nie używała laski. Poruszała się z łatwością, bez śladu bólu na twarzy.
Zapłaciła ślusarzowi profesjonalnie, odprowadziła go i zaczęła zachowywać się, jakby mieszkanie było jej własnością.
Kolejne obrazy pochodziły z salonu.
Emerytka spokojnie i metodycznie opróżniła szafę, spakowała porcelanę, wyjęła płaszcz z szafy i przymierzyła go.
Na sali rozpraw zapadła cisza.
Jedynym dźwiękiem był szum wentylatora komputera.
Początkowo Swietłana Pawłowna siedziała zupełnie nieruchomo.
Potem zaczęła nerwowo wiercić się na krześle.
Kiedy dźwięk został odtworzony i jej głos rozbrzmiał echem w sali rozpraw, zdawała się zamykać w sobie.
Jej głos był czysty, radosny i rozbawiony.
„Katka może sobie kupić kolejną. Jest młoda. Może zarabiać. Czego można się po mnie spodziewać? Jestem na emeryturze. W tym kraju szanują wiek i litują się nad chorymi. A ja mam nadciśnienie i chorobę serca. Więc nie ma się czym martwić”.
Po sali rozszedł się szmer.
Wadim zbladł i opuścił głowę.

Prokurator zanotował coś w notesie.
Twarz obrońcy pociemniała.
Sędzia Olga Nikołajewna przerwała nagranie i poprosiła o ponowne włączenie światła.
„Swietłano Pawłowno, czy to twój głos na nagraniu?” – zapytała sędzia spokojnie, ale stanowczo.
„Tak, to mój, ale nie miałam tego na myśli” – wyjąkała kobieta. „Żartowałam. Nie chciałam zrobić nic złego. Mówiłam pod wpływem emocji. Doprowadzili mnie do takiego stanu. Nie pamiętam. Nie byłam sobą”. „
Na nagraniu poruszasz się z dużą pewnością siebie” – zauważyła Olga Nikołajewna. „Nie używasz laski, którą przyniosłaś dzisiaj do sądu. Spokojnie omawiasz swoje przekonanie, że sąd cię uniewinni ze względu na wiek. Wyraźnie wyrażasz zamiar kradzieży płaszcza. Wyjaśnij sądowi tę sprzeczność”. Swietłana
Pawłowna zaczęła płakać.
Tym razem łzy były szczere – przepełnione gniewem i bezradnością.
Zrozumiała, że ​​jej maska ​​pękła i roztrzaskała się.
Mówiła potem bełkotliwie, przepraszając jedną po drugiej, oskarżając Katię o prowokację i narzekając na swoje życie.
Jej adwokat próbował rozładować sytuację. Poprosił o przerwę, aby jego klientka mogła się uspokoić.
Sędzia jednak pozostał nieugięty.
Było jasne, że nagranie w pełni ujawniło prawdziwe motywy kobiety i arogancję kogoś, kto uważał, że jej wiek automatycznie zapewni jej przebaczenie.
Następnie nastąpiły zeznania świadków.
Miejscowy funkcjonariusz, Siergiej Iwanowicz, mówił suchym, jasnym tonem.
Wyjaśnił, że zna rodzinę od kilku miesięcy, że konflikty już miały miejsce i że telefon od Jekatieriny Siergiejewny go nie zaskoczył.
Potwierdził, że aresztowanie przeprowadzono ściśle zgodnie z procedurą.
Dodał również, że Swietłana Pawłowna początkowo była agresywna i udawała chorobę, a następnie nagle przestała, gdy zdała sobie sprawę, że to nie działa.
Sąsiedzi wezwani do złożenia zeznań na temat jej charakteru byli nieco zdezorientowani, ale generalnie potwierdzili, że Katia prowadziła spokojne życie, podczas gdy Swietłana Pawłowna często urządzała awantury na podwórku i groziła przywróceniem porządku w mieszkaniu syna.
Jedna z rozmownych starszych sąsiadek dodała, że ​​oskarżona oświadczyła kiedyś w sądzie, że „weźmie to, co jej się należy i nikt jej nie będzie sprzeciwiał”.
Prokurator był precyzyjny w swoim akcie oskarżenia.
Podkreślił powagę przestępstwa, motyw finansowy, premedytację i cyniczne wykorzystanie wizerunku bezbronnej emerytki do zamaskowania przestępczego zachowania.
„Wysoki Sądzie, przed nami nie stoi ofiara okoliczności, lecz wyrachowana osoba, która świadomie złamała prawo, przekonana o swojej bezkarności. Nagranie pokazuje, że w chwili zdarzenia nie odczuwała skruchy. Wręcz przeciwnie, oskarżona kpiła z wymiaru sprawiedliwości i wykorzystywała swój wiek. Kara za tę arogancję musi być sprawiedliwa i proporcjonalna. Wnoszę o karę pozbawienia wolności”.
Adwokat Swietłany Pawłowny zrobił wszystko, co w jego mocy.
Wymienił jej choroby, odczytał zaświadczenia lekarskie, wspomniał o jej wieku emerytalnym i podkreślił, że jest weteranem.
Stwierdził, że utrzymuje syna, który tymczasowo nie pracuje, żałuje swoich czynów i jest gotowa zrekompensować szkody.
Zażądał wyroku w zawieszeniu lub co najmniej prac społecznych.
Jednak główna przeszkoda – nagranie wideo – była zbyt duża.
Sędzia Olga Nikołajewna opuściła salę sądową, by się naradzić.
Czekanie było długie, prawie godzinę.
Katia stała przy oknie w korytarzu, patrząc na dziedziniec.
Wadim podszedł do niej, milczał przez chwilę, po czym zmusił się do wymówienia słów.
„Katio, może mogłabyś wycofać skargę. To wciąż moja matka. Jest starsza. Więzienie będzie dla niej ciężkie. Rozwiążmy to polubownie. Zwrócę wszystko, co próbowała zabrać”.
„Wadim, to już nie jest tylko moja skarga. To oskarżenie. Jest za późno. I ja jej tu nie zapraszałem. Przyszła z własnej woli – ze szlifierką kątową, torbami na zakupy i arogancją. Ja tylko udokumentowałem to, co się stało. Przepraszam”.
Wadim przygryzł wargę i odszedł.
W jego oczach malowała się uraza, ale Katia nie czuła się winna.
Wiedziała, że ​​bez kamer Swietłana Pawłowna będzie teraz popijać herbatę z porcelanowych filiżanek Katii i paradować po dziedzińcu w futrze z norek przed przyjaciółmi, śmiejąc się z byłej synowej, która niczego nie potrafiła udowodnić.
Sędzia powrócił i odczytał wyrok.
Na sali sądowej znów zapadła cisza.
Swietłana Pawłowna siedziała, ściskając laskę i patrząc prosto przed siebie.
Najpierw przedstawiono dane osobowe oskarżonego, odpowiednie artykuły i dokumenty z akt.
Potem Olga Nikołajewna przerwała i odczytała sentencję wyroku.
Sąd uznał Swietłanę Pawłownę winną popełnienia przestępstwa z artykułu 158 paragraf 3 Kodeksu karnego: kradzieży z bezprawnym wtargnięciem do mieszkania.
Została skazana na dwa lata pozbawienia wolności w standardowej kolonii karnej.
Miała zostać natychmiast aresztowana w sali rozpraw.
Dwa lata.
Bez nadzoru kuratora.
Bez prac społecznych.
Prawdziwe więzienie.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA