„Wracam do domu” – powiedziałem. „Jakby nic się nie stało”.
„Nie” – odpowiedział natychmiast Daniel.
„Tak” – powiedziałem. „Znam ten dom. Wiem, gdzie mój tata trzyma dokumenty. Wiem, co mówi moja matka, kiedy kłamie. I nie wiedzą, że ja cokolwiek wiem”.
Margaret zacisnęła szczękę. „To ryzykowne”.
„Całe moje życie było ryzykowne. Po prostu o tym nie wiedziałam”.
Przez chwilę nikt nic nie mówił.
Następnie Luis przesunął po stole maleńkie urządzenie nagrywające.
„Jeśli to zrobisz” – powiedział – „nie będziesz się z nimi konfrontować sam. Będziesz to miał przy sobie. Zadasz proste pytania. Wyjdziesz, kiedy ci każemy”.
„I będziemy na zewnątrz” – dodał Daniel. „Cały czas”.
Wziąłem dyktafon.
Był mniejszy od mojej dłoni.
Wydawało się to cięższe od prawdy.
CZĘŚĆ 3
Dom, w którym dorastałem, stał na końcu cichej ulicy w Bellevue, ukryty za dwoma klonami, które mój ojciec posadził, gdy miałem siedem lat. Mówił mi, że będą dorastać razem ze mną. Na każdym zdjęciu z pierwszego dnia szkoły stali za mną, najpierw szczupli, potem wyżsi, a potem na tyle szerzy, że rzucali cień na podjazd.
Daniel zaparkował dwie przecznice dalej.
„Nie musisz tego robić” – powiedział z przedniego siedzenia.
Wpatrywałem się w dom przez przednią szybę. Ciepłe światło z kuchni jarzyło się za zasłonami. Mama była w domu. Zawsze zapalała to światło przed gotowaniem obiadu.
„Tak” – powiedziałem. „Tak.”
Luis podał mi maleńki dyktafon, już włączony. Margaret została w swoim biurze, żeby przygotować dokumenty prawne, na wypadek gdybyśmy mieli coś przydatnego. Daniel i Luis mieli czekać w pobliżu. Jeśli powiem „Zapomniałam niebieskiego swetra”, wejdą do środka.
Wsunąłem dyktafon do wewnętrznej kieszeni kurtki i ruszyłem w stronę domu.
Każdy krok wydawał się skradziony.
Klucz nadal działał.
Kiedy otworzyłem drzwi wejściowe, zapach uderzył mnie pierwszy: czosnek, cytrynowy środek czyszczący, stare drewno, dom. Prawie mnie to złamało.
„Mamo?” zawołałem.
W kuchni rozległ się brzęk patelni.
Elaine Ellison pospiesznie weszła do holu, ubrana w fartuch nałożony na niebieską bluzkę. W ułamku sekundy wyraz jej twarzy zmienił się z zaskoczenia w radość, a potem w zaniepokojenie.
„Claire? Kochanie, co ty tu robisz? Myślałam, że jesteś na Florydzie.”
Przyglądałem się jej uważnie.
Bez obaw. Jeszcze nie.
„Wróciłem wcześniej” – powiedziałem. „Nie czułem się najlepiej”.
Dotknęła mojego czoła grzbietem dłoni, tak jak robiła to przez całe moje życie. „Nie jest ci ciepło. Coś się stało?”
„Chciałem po prostu być w domu”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






