Wyraz twarzy pani Alvarez był ostrożny. „Zapytała, czy wystąpiły jakieś komplikacje, czy dziecko jest zdrowe i czy złożono zawiadomienie o narodzinach”.
„Ogłoszenie o narodzinach?”
“Tak.”
Richard pochylił się do przodu. „Czy personel przekazał jej informacje?”
Pani Alvarez wyglądała na zakłopotaną. „Nowy wolontariusz mógł potwierdzić imię dziecka przed interwencją pielęgniarki. Sprawdzamy procedury”.
Wolontariusz.
Wyciek na tyle mały, że wydaje się niegroźny.
Imię. Spojrzenie. Fotografia przez szkło.
Ale Whitney je zachowała.
Wygląda jak ona.
„Czy przyszła do szpitala?” – zapytałem.
Pani Alvarez spojrzała na swoje notatki.
„Następnego popołudnia odbędzie się spotkanie z gośćmi pod nazwiskiem Whitney Hayes.”
Serce mi się ścisnęło.
„Powiedziała mi, że nie może przyjść” – powiedziałem.
Twarz Evelyn złagodniała ze smutku.
Głos Richarda był opanowany. „Czy została wpuszczona do pokoju Claire?”
„Nie” – powiedziała pani Alvarez. „Zameldowała się, została około osiemnastu minut i wyszła”.
Wystarczająco dużo czasu, żeby zobaczyć Noaha.
Ja nie.
Noe.
Gdy administrator odszedł, przez dłuższą chwilę nikt się nie odzywał.
Dokumenty wypisowe leżały na stole na kółkach. Tulipany pochylały się w stronę okna. Noah spał z otwartą, maleńką rączką, całkowicie ufając światu.
Spojrzałem na Daniela.
„Dlaczego miałaby to przed tobą ukrywać?”
Pocierał twarz obiema dłońmi.
„Może dlatego, że wiedziała, że będę zadawał pytania”.
„Jakie pytania?”
Opuścił ręce.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






