Wiele lat później dzieci jeżdżące trasą 42 zapominały wielu rzeczy.
Zapomnieliby o sprawdzianach z ortografii.
Zapominali kombinacji do szafek.
Zapominali, o które miejsca walczyli i które piosenki śpiewali zbyt głośno w czasie wycieczek szkolnych.
Niektórzy nawet zapomnieliby imienia Elnory.
To była szczera prawda.
Pamięć nie jest doskonała.
Rozrzedza.
Zmienia kształt.
Po drodze gubi szczegóły.
Ale zapamiętali tę lekcję.
Przypomną sobie, że pewna starsza kobieta kiedyś stała na końcu podjazdu i krzyczała na autobus, bo bała się, że zniknie.
Zapamiętają, że kierowca odwzajemnił uśmiech.
Zapamiętaliby ojca, który wyciągnął brudną chusteczkę ze śmietnika.
Przypomną sobie, że w szkolnej bibliotece doszło do sporu między bezpieczeństwem a życzliwością i że w jakiś sposób obie strony wygrały.
A może po latach, widząc kogoś siedzącego samotnie w kawiarni, sąsiada, którego światło na ganku nigdy nie zgasło, albo zmęczonego kasjera, którego imienia nikt nie wymienił, zwolniliby kroku.
Nie na drodze.
W sercu.
Zauważyliby.
Oni by mówili.
Napisaliby kartkę.
Sprawiłyby, że ktoś poczułby choć jeden poranek dłużej, że nikt go nie ominął.
A drogą nr 42, gdzie pola otaczały stary dom, a obok skrzynki pocztowej kwitły żółte kwiaty, Silas jechał dalej.
Ostrożnie.
Wiernie.
Ledwo zrobiłem dwadzieścia pięć.
Niektóre tradycje są głośne.
Niektórzy są cicho.
Niektóre zaczynają się od sceny, w której przestraszona starsza kobieta macha żółtą chusteczką do autobusu szkolnego, nieświadoma, że uczy całe miasto, jak widzieć.
Czy walczyłbyś o podtrzymanie tradycji noszenia żółtych chusteczek, czy też szkoła słusznie stawiała bezpieczeństwo na pierwszym miejscu?
Jeśli trafiłeś tu z Facebooka, bo ta historia Cię poruszyła, rozważ powrót do posta i zostawienie lajka. Mała myśl, miłe słowo, krótki komplement lub liścik współczucia dla Silasa i Elnory może znaczyć więcej, niż myślisz. Pomaga to autorowi poczuć, że historia dotarła do kogoś i daje prawdziwą motywację do dalszego dzielenia się historiami, które budzą emocje.






