„Może tak być.”
„Czy kiedykolwiek zamierzałeś mi powiedzieć?”
„Miałem nadzieję, że nigdy nie będę musiał tego zrobić”.
„To nie jest odpowiedź.”
Jego ramiona opadły.
„Nie. Nie byłem.”
Szczerość bolała, ale wolałam ją.
Usiadłem, bo nagle poczułem zmęczenie w nogach.
„Przez cały ten czas myślałam, że ukrywam przed Eliasem, kim jestem, żeby się chronić. Ale może Cynthia już wiedziała”.
Mój ojciec nie zaprzeczył.
„Jak?” zapytałem.
„Jeszcze nie wiem.”
„Ale podejrzewasz.”
Spojrzał na portret mojej matki nad kominkiem. „Podejrzewam, że Paul powiedział komuś rzeczy, o których nie powinien wiedzieć”.
„Czy Paul żyje?”
Mój ojciec nie odpowiedział.
“Tata.”
„Nie wiem” – powiedział i tym razem jego niepewność brzmiała realnie. „Ale sześć miesięcy temu ktoś przysłał mi kopertę bez adresu zwrotnego”.
Moje serce zaczęło walić.
„Co w nim było?”
„Zdjęcie.”
„Czego?”
Otworzył górną szufladę biurka i wyjął z niej małe, zamknięte pudełko. Z wnętrza wyjął kopertę, zniszczoną na rogach, jakby była zbyt często używana.
Dał mi to.
Moje palce drżały, gdy wyciągałem zdjęcie.
Pokazano moją matkę.
Nie sprzed lat. Nie sprzed jej śmierci.
Zdjęcie zrobiono osiem miesięcy wcześniej.
To było oczywiście niemożliwe. Mojej matki nie było od pięciu lat. Patrzyłem, jak choroba odbierała ją kawałek po kawałku. Stałem na jej pogrzebie, trzymając ojca za rękę, podczas gdy deszcz moczył trawę na cmentarzu.
A jednak kobieta na zdjęciu miała twarz mojej matki.
Stała przy straganie gdzieś na wybrzeżu, w okularach przeciwsłonecznych i kremowym szaliku, starsza, ale nie do pomylenia. Jej głowa była lekko odwrócona, jakby ktoś zawołał ją po imieniu.
Na odwrocie czarnym atramentem widnieją cztery słowa.
Zapytaj Cynthię o Norę.
Powoli podniosłem wzrok.
Twarz mojego ojca była poszarzała.
„Nora to drugie imię twojej matki” – powiedział.
Pokój zdawał się przechylać.
„Co Cynthia ma wspólnego z moją matką?”
Zanim zdążył odpowiedzieć, mój telefon zawibrował.
Wiadomość z nieznanego numeru, którego użyła Brenda.
Nie przychodź jutro. Elias wie.
Potem pojawiła się kolejna wiadomość.
A pod spodem załadowany obraz.
To było zdjęcie kuchennego stołu Brendy. Na nim leżał zielony płaszcz, pęknięty telefon i złożony formularz szpitalny.
Na górze formularza widniało imię Brendy.
W połowie drogi, pod napisem kontakt alarmowy, ktoś napisał imię i nazwisko niebieskim atramentem.
Cynthia Mercer.
Nie Cynthia Vale.
Nie Cynthia Hart, bo tak nazywała się matka Eliasa.
Bławatnik.
Nazwisko mojego wujka.
Wpatrywałem się w ekran, nie mogąc złapać oddechu.
Wtedy zadzwonił telefon biblioteczny.
Mój ojciec odebrał drżącą ręką.
Słuchał niecałe pięć sekund, zanim jego wzrok spotkał się z moim.
„Ella” – powiedział cicho – „ktoś jest przy bramie i pyta o ciebie”.
“Kto?”
Przełknął ślinę.
„Mówi, że ma na imię Nora.”
KONIEC CZĘŚCI 2 – POLUB, UDOSTĘPNIJ I SKOMENTUJ „THE
„CAŁA HISTORIA” JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ CAŁĄ HISTORIĘ






