REKLAMA

Jej córka wyjechała na studia do Moskwy i już nie wróciła. Matka czekała na nią trzydzieści lat – aż w końcu zobaczyła w telewizji znajomą twarz.

REKLAMA
Jej córka wyjechała na studia do Moskwy i już nie wróciła. Matka czekała na nią trzydzieści lat – aż w końcu zobaczyła w telewizji znajomą twarz.
REKLAMA

Jej córka wyjechała na studia do Moskwy i już nie wróciła. Matka czekała na nią trzydzieści lat – aż w końcu zobaczyła w telewizji znajomą twarz.
Anna Stiepanowna czekała na córkę w każdą sobotę.
Zaczęło się to tak dawno temu, że sąsiedzi stracili rachubę. W każdą sobotę, bez względu na pogodę, Anna Stiepanowna wkładała swój najlepszy płaszcz, zawiązywała chustę na głowie i szła na przystanek autobusowy. Był to stary betonowy schron z czasów sowieckich, kiedyś pomalowany na niebiesko. Farba dawno wyblakła, a schron przypominał teraz staruszkę w łachmanach.
Autobus podmiejski przyjeżdżał w południe. Raz dziennie. Anna Stiepanowna zawsze przyjeżdżała pół godziny wcześniej. Siadała na ławce, jeśli nikt z niej nie korzystał. Jeśli ławka była zajęta, wstawała.
I czekała.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA