— Wiem, co myślałeś. Bałeś się.
Patrzył na mnie.
— Tak.
— Sześć lat.
— Wiem.
— Każdego dnia mogłeś powiedzieć.
— Wiem.
— Przy śniadaniu. W samochodzie. Na spacerze. U terapeuty. Po śmierci twojego ojca. Kiedy Kuba poszedł do liceum. Kiedy spłaciliśmy kredyt.
— Wiem.
— I ani razu nie znalazłeś chwili.
Łzy pojawiły się w jego oczach.
— Nie.
Zapytałam o pieniądze.
To była część, której nie chciał.
Mieliśmy wspólne konto na bieżące wydatki i osobne konta, na które od kilku lat wpływały nasze wynagrodzenia. To nie było nic dziwnego.
Problem polegał na tym, że wcześniej przez wiele lat praktycznie wszystkie pieniądze przechodziły przez wspólne rachunki.
— Ile z naszych wspólnych pieniędzy poszło na Hanię?
— Nie wiem dokładnie.
— Dowiesz się.
— Marta.
— Nie pytam dlatego, że nie uważam, że powinieneś utrzymywać własne dziecko.
— Wiem.
— Hania nie jest problemem. Problemem jest to, że finansowałeś coś przez pośrednika, żeby ukryć przede mną rzeczywistość.
— Wiem.
— Chcę zestawienie.
— Zrobię.
— Nie sam. Dostępy do wyciągów.
— Dobrze.
Nie protestował.
To mnie prawie bardziej bolało.
Dopiero teraz był gotów dać mi wszystko.
Kiedy tajemnica już nie miała wartości.
— Chcę porozmawiać z Agatą.
Zareagował natychmiast.
— Nie musisz.
— Nie pytam.
— Marta, ona nie jest ci nic winna.
— Wiem.
— Nie chcę, żeby—
— Paweł.
Zamilkł.
— Przez sześć lat decydowałeś, z kim powinnam rozmawiać i czego nie powinnam wiedzieć. To się skończyło.
Skinął głową.
— Dobrze.
— Podaj mi numer.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





