— Najpierw raz na kilka tygodni. Potem częściej.
— Gdzie?
— U mnie. W parku. Na basenie. Na przedstawieniach w przedszkolu.
— Był na przedstawieniach?
— Tak.
Przypomniałam sobie delegacje.
Spotkania.
Sobotę, kiedy nie pojechał z nami do mojej siostry, bo „musiał zamknąć projekt”.
Nie wiedziałam, która konkretna data była kłamstwem.
To chyba bolało najbardziej.
Kłamstwo zanieczyszczało przeszłość wstecz.
— Hania od kiedy wie, że Paweł jest jej ojcem?
— Od roku.
— Wcześniej?
— Mówiła „wujek”.
— Kto zdecydował, żeby powiedzieć?
— Ja.
— Paweł się zgodził?
— Po kilku miesiącach.
— Irena?
Agata roześmiała się bez radości.
— Nie.
— Dlaczego?
— Bo pani teściowa uważała, że Hania może wiedzieć, ale „nie może robić z tego przedstawienia”.
Brzmiało dokładnie jak Irena.
— Hania zaczęła mówić do niego tato?
— W domu. Czasem.
— A poza?
— Miała nie.
— Siedmioletnie dziecko dostało instrukcję, kiedy może nazywać własnego ojca ojcem.
Agata spuściła wzrok.
— Wiem.
— Dlaczego się pani na to zgodziła?
— Bo przez długi czas myślałam, że lepszy ojciec w tajemnicy niż żaden.
To zdanie było uczciwe.
Nie dobre.
Ale uczciwe.
— A teraz?
— Teraz już tak nie myślę.
— Co się zmieniło?
— Hania.
— Jak?
— Zaczęła pytać, dlaczego Kuba może mieć tatę wszędzie, a ona tylko czasem.
Zrobiło mi się zimno.
— Znała Kubę wcześniej?
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






