— Wielokrotnie.
Oczywiście.
— Szantażowała pani Pawła?
— Nie.
— Groziła ujawnieniem?
— Ostatnio powiedziałam, że jeśli sam nie powie do końca lata, ja przestanę pilnować, żeby Hania milczała.
— To nie jest szantaż.
— Irena uważa inaczej.
Pomyślałam o urodzinach.
Agata mówiła córce, żeby zaczekała.
Nie chciała sceny.
Ale nie zamierzała już uczyć jej, że ojciec to sekret.
— Czego pani ode mnie chce? — zapytałam.
Zaskoczyła się.
— Niczego.
— Naprawdę?
— Chcę tylko, żeby Hania nie była winna.
— Nie jest.
— Wiem, że pani to mówi. Nie wiem, jak będzie za miesiąc.
Poczułam irytację.
— Nie jestem dzieckiem.
— Nie znam pani.
— To prawda.
Cisza.
Potem Agata powiedziała:
— Jest coś jeszcze.
— Co?
— Pieniądze nie zawsze przychodziły od Pawła.
— Od Ireny.
— Tak.
— Wiem.
— Nie. Nie o to chodzi.
Spojrzałam.
— Dwa razy Irena przelała mi większe kwoty.
— Jakie?
— Po dwadzieścia pięć tysięcy.
— Po co?
— Żebym się wyprowadziła z Wrocławia.
Zamarłam.
— Co?
— Pierwszy raz, kiedy Hania miała trzy lata. Zaproponowała mi pieniądze, żebym wróciła do Opola, gdzie mieszkają moi rodzice.
— Wzięła pani?
— Nie.
— A drugi raz?
— Rok później. Powiedziała, że jeśli mieszkamy tak blisko, ktoś w końcu zobaczy Pawła.
— Wzięła pani?
— Tak.
Spojrzałam na nią.
— Dlaczego?
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






