O godzinie czternastej stałem już w budynku poczty, gdzie w powietrzu unosił się zapach stęchłej tektury i zgnilizny.
Urzędnik pocztowy, młody kapral z plamami atramentu na kostkach, wyniósł na ladę dwa niebieskie pojemniki z przekierowaną pocztą. Otarł czoło szarą szmatą i skinął głową w stronę mojej naszywki.
„To ostatnia z zaległości dla twojej jednostki” – powiedział kapral, przesuwając butem ciężką skrzynię. „Większość to śmieci, ale w stercie jest kilka listów osobistych”.
Razem przeglądaliśmy te paczki, moje palce przesuwały się między oficjalnymi ogłoszeniami i katalogami, aż znalazłem małą kopertę. Była ostemplowana z Pensacoli i zaadresowana nierównym pismem mojego ojca.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






