REKLAMA

„Marnuje życie, malując rzeczy, których nikt nie chce” – powiedziała moja siostra bogatym znajomym przy kolacji. „Nie stać jej nawet na czynsz” – dodała mama. Jadłam w tej samej granatowej sukience, z której kpili od lat – aż narzeczony mojej siostry otworzył w Forbesie artykuł o najlepiej sprzedającym się anonimowym artyście na świecie, wpatrywał się w obrazy na iPadzie i cicho zapytał, dlaczego każdy z nich wygląda dokładnie tak samo jak mój.

REKLAMA
„Marnuje życie, malując rzeczy, których nikt nie chce” – powiedziała moja siostra bogatym znajomym przy kolacji. „Nie stać jej nawet na czynsz” – dodała mama. Jadłam w tej samej granatowej sukience, z której kpili od lat – aż narzeczony mojej siostry otworzył w Forbesie artykuł o najlepiej sprzedającym się anonimowym artyście na świecie, wpatrywał się w obrazy na iPadzie i cicho zapytał, dlaczego każdy z nich wygląda dokładnie tak samo jak mój.
REKLAMA

„Tak” – przerwał mu Marcus. „Baw się w udawanie. Udawaj artystę. Udawaj karierę. Udawaj życie”.

Mama delikatnie ugryzła deser.

„Kiedyś mówiłem znajomym, że potrzebujesz czasu, żeby odnaleźć siebie. Teraz mówię im po prostu, że wciąż próbujesz zrozumieć pewne rzeczy. W pewnym momencie jednak skończą mi się eufemizmy na porażkę”.

„Może po prostu powiedz im, że jestem artystą” – zasugerowałem.

„I reklamować swój brak sukcesu?” Rachel wyglądała na przerażoną. „Nie. Mamy standardy, Emmo. Ta rodzina ma reputację”.

„Miał reputację” – sprostował Marcus – „aż Emma postanowiła ją zniszczyć swoim życiem na poziomie ubóstwa i całkowitym brakiem ambicji”.

Devon wrócił do stołu z dziwnym wyrazem twarzy, gdzieś pomiędzy zmieszaniem a podekscytowaniem. Trzymał teraz iPada i szybko coś przeszukiwał.

„Wszystko w porządku?” zapytała Rachel.

„Tak, po prostu… są pilne wiadomości. Wiadomości biznesowe” – powiedział, szybko przesuwając wzrokiem po ekranie.

„Jakie wieści?” zapytała mama uprzejmie, choć wyraźnie nie obchodziło jej to zbytnio.

„Tak naprawdę chodzi o świat sztuki. Forbes właśnie opublikował swoją coroczną listę najlepiej zarabiających artystów na świecie”.

„Ale nudno” – przerwała Rachel. „Devon, nie musisz udawać, że interesujesz się sztuką tylko dlatego, że Emma tu jest. Wszyscy wiemy, że to branża żartów”.

„Nie, ale to jest naprawdę interesujące” – upierał się Devon, wciąż czytając. „Tylko w zeszłym roku czołowy artysta sprzedał dzieła warte ponad 300 milionów dolarów”.

„Trzysta milionów?” Marcus podniósł wzrok. „To więcej niż przychód niektórych firm technologicznych. Trzysta milionów za obrazy?”

„Najwyraźniej. A ten konkretny artysta jest całkowicie anonimowy. Działa pod pseudonimem. Nikt nie zna ich prawdziwej tożsamości, ale Forbes właśnie ujawnił, kim są”.

„Brzmi fałszywie” – powiedziała Rachel lekceważąco. „Prawdopodobnie pranie brudnych pieniędzy”.

„Tak właśnie początkowo myślałem” – przyznał Devon. „Ale spójrz na to portfolio. Nabytki muzealne, kolekcje prywatne, instalacje korporacyjne. To jest legalne”.

„Kto tam?” zapytała mama, tym razem już z lekką ciekawością.

Devon czytał dalej, przewijając palcem.

„Działają pod szyldem Meridian. Podobno od dekady sprzedają swoje prace za pośrednictwem ekskluzywnych galerii. Tylko około 40 prac rocznie, ale każda idzie za miliony. A właśnie sprzedali serię do Guggenheima za…”

Zatrzymał się i zaczął czytać uważniej.

„Osiemdziesiąt siedem milionów dolarów”.

„Do obrazów?” Marcus brzmiał sceptycznie.

„Współczesne media mieszane. Wielkoformatowe instalacje, immersyjne doświadczenia. Krytycy nazywają to najważniejszą innowacją artystyczną od 20 lat”.

Rachel machnęła ręką lekceważąco.

„Prawdopodobnie nonsens współczesnej sztuki. Wiesz, te obrazy, które są po prostu przypadkowymi plamami, a bogaci ludzie udają, że rozumieją.”

„Właściwie” – kontynuował Devon – „artykuł pokazuje kilka obrazów. Są niesamowite. Naprawdę wyrafinowane techniki łączące tradycyjne malarstwo olejne z projekcją cyfrową, elementami konstrukcyjnymi i komponentami interaktywnymi. To poważna praca”.

Zjadłem mały kęs crème brûlée.

„No cóż, dobrze im tak” – powiedziała mama. „Ale to wyjątek, a nie reguła. Na każdego artystę, który odnosi sukces, przypadają tysiące, którym się nie udaje. Jak Emma”.

„Dokładnie” – zgodziła się Rachel. „Emma maluje od lat i nie ma nic do pokazania. Ta osoba z Meridianu prawdopodobnie przeszła klasyczne szkolenie w jakiejś elitarnej europejskiej akademii i ma koneksje rodzinne”.

„Właściwie” – przerwał mu Devon, wciąż czytając – „Forbes pisze, że Meridian studiował na uniwersytecie stanowym. Program artystyczny średniej klasy. Żadnych rodzinnych koneksji ze światem sztuki. Zaczynał od sprzedaży w małym studio w dzielnicy przemysłowej”.

Przy stole na chwilę zapadła cisza.

„No to miałeś szczęście” – powiedział stanowczo Marcus. „Właściwe miejsce, właściwy czas. Pewnie kogoś znałeś”.

„Artykuł porusza właśnie ten temat” – powiedział Devon, a jego głos nabrał dziwnego tonu. „Mówi, że Meridian systematycznie budował swoją karierę. Zaczynał od mniejszych galerii, budował reputację dzięki jakości i konsekwencji, a następnie stopniowo podnosił ceny wraz ze wzrostem popytu. Bardzo strategiczne podejście”.

„Gdzie mieszka ta osoba?” zapytała mama.

Devon przewijał.

„Nie jest powiedziane wprost. Wspomina tylko, że prowadzą prywatne studio w nieujawnionej lokalizacji i unikają wszelkiej reklamy. Żadnych wywiadów, żadnych publicznych wystąpień. Najwyraźniej praca mówi sama za siebie”.

„Pretensjonalne” – stwierdziła Rachel. „Typowe ego artysty”.

„Albo sprytne” – odparł Devon. „Tajemnica dodaje wartości. Każdy kolekcjoner chce posiadać dzieło tego anonimowego geniusza. To po prostu genialny marketing”.

Marcus wyrwał iPada z rąk Devona.

„Pokaż mi to. Chcę wiedzieć, jakie obrazy sprzedają się za miliony”.

Zaczął przeglądać zdjęcia, a jego wyraz twarzy zmienił się ze sceptycyzmu na coś innego. Może zaskoczenie. Może rozpoznanie.

Przybliżył jeden konkretny obraz, potem drugi.

„Co?” – zapytała Rachel. „Co to za twarz?”

„Te obrazy” – powiedział powoli Marcus. „Te techniki… Widziałem je”.

„Nie, to niemożliwe.”

„Co jest niemożliwe?” Mama pochyliła się, żeby spojrzeć.

Marcus uniósł iPada, pokazując zdjęcie Forbesa przedstawiające jedno z dzieł Meridian. Ogromne płótno łączy w sobie malarstwo olejne z subtelnymi elementami metalowymi, tworząc głębię i ruch.

Podpis głosił: „Wyjątkowy styl Meridian: klasyczna technika spotyka się ze współczesną innowacją”.

„Emma” – powiedział Marcus dziwnym głosem. „Emma, ​​ten obraz, ta konkretna technika z metalicznym nakładaniem warstw… Widziałem, jak to robisz”.

Ostrożnie odłożyłem łyżkę.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA