Chwilę później gwałtownie wstała.
„Muszę wyjść. Zaraz wracam.”
„Chloe, zaczekaj, jest ciemno.”
„Nie martw się, mamo.”
Zanim zdążyłem ją powstrzymać, drzwi za nią zatrzasnęły się.
Spojrzałem na drzwi.
A potem do mamy.
A potem przy nietkniętym torcie urodzinowym.
„Cóż” – powiedziała mama z chrapliwym śmiechem. „To jeden ze sposobów na zakończenie urodzin”.
„On jest idiotą.”
„Avery.”
„On jest! Cokolwiek ukrywa, jest idiotą, skoro ukrywa to dziś wieczorem.”
Zacząłem zmywać naczynia, po prostu, żeby zająć czymś ręce.
Minęło dziesięć minut.
Potem piętnaście.
Potem dwadzieścia.
Spojrzałem przez okno.
Nic.
„Myślisz, że powinienem do niej zadzwonić?”
Mama spojrzała w górę.
„Może daj jej jeszcze trochę czasu. Pewnie potrzebowała trochę czasu, żeby ochłonąć. Wróci.”
Chodziłem tam i z powrotem między kuchnią a salonem.
Chloe miała na sobie ten właśnie wyraz twarzy, kiedy wychodziła – ten, który zazwyczaj oznaczał, że przez cały następny tydzień będę ją pouczać.
Prawie czterdzieści minut później na ganku rozległy się kroki.
Drzwi wejściowe otworzyły się gwałtownie.
Chloe stała tam ciężko oddychając, a łzy spływały jej po policzkach.
Do jej piersi przylegała mocno skórzana torba Richarda.
„Chloe?”
Ona nie spojrzała na mnie.
„Chloe, skąd to wzięłaś?”
Pokręciła głową.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






