“Powiedziałeś im.”
“Musiałem.”
Wyglądała, jakby miała się rozpłakać, ale powstrzymała się. „Dobrze”.
Kennedy zrobił krok naprzód. „Wiedziałeś, że mam córkę?”
„Przez lata.”
Wyglądał na wyczerpanego. „Jak?”
„Nasze matki” – powiedziała cicho. „Były najlepszymi przyjaciółkami. Mama Nory powiedziała mojej, kiedy zaszła w ciążę. Kiedy zorganizowano adopcję, moja mama została w to wciągnięta, ponieważ mama Nory potrzebowała pomocy. Podwózki, papierkowa robota i miejsce na weekend, kiedy ludzie zaczęli zadawać pytania. Nie powinnam była wiedzieć, ale wiedziałam”.
Spojrzała na mnie, a w jej twarzy nie było już ani krzty łagodności. „Miałam 19 lat i przez lata nosiłam w sobie poczucie winy i ciężar tej wiedzy”.
Amelia skrzyżowała ramiona. „Więc dlaczego teraz?”
Głos Sharleen załamał się po raz pierwszy. „Bo mam dość kłamstw i sekretów. Wiedzy, że Kennedy ma córkę, o której nic nie wie. Zasługiwał na to, żeby wiedzieć. Patricia to prawdziwa osoba, a nie plama, którą można zakopać wystarczająco głęboko, żeby nadzieja zniknęła”.
Nikt się nie odezwał.
Wtedy Kennedy zadał jedyne pytanie, jakie pozostało.
“Wiesz gdzie ona jest?”
Sharleen skinęła głową.
Podróż do domu Patricii była jednym z najgorszych przeżyć w moim życiu. Prowadził Kennedy.
Usiadłem na miejscu pasażera, bo on nalegał.
Amelia jechała z Tashą za nami. Drew jechał swoim samochodem. Marcus napisał SMS-a, że skończył i życzył nam wszystkim powodzenia w piekle.
Nikt nie mówił wiele.
Ciągle myślałam o nocy, kiedy podpisałam papiery. O tym, jak nigdy nie trzymałam dziecka dłużej niż minutę, bo bałam się, że minuta zamieni się w wieczność. O tym, jak moja mama powiedziała: „To jest dobre”.
Kiedy podjechaliśmy, dom wyglądał boleśnie normalnie. Taki, jakiego przez lata nie chciałam sobie wyobrazić, bo wyobrażanie sobie oznaczało pragnienie.
„Nie mogę tego zrobić” – wyszeptałem.
Kennedy wyłączył silnik. Jego ręce się trzęsły. „Nie możesz teraz zniknąć”.
Nie mylił się.
Drzwi otworzyła kobieta po pięćdziesiątce. Za nią stał mężczyzna z siwizną na skroniach.
„Pewnie jesteś Nora” – powiedziała łagodnie. „I Kennedy”.
Skinęłam głową, znów płacząc.
„Jestem Laura. To mój mąż, Ben. Dzwoniła Sharleen.”
Laura odsunęła się. „Proszę wejść.”
Patricia była w salonie. Była już nastolatką.
Wstała, kiedy nas zobaczyła, ale nie wyglądała na zdezorientowaną ani przestraszoną. Po prostu była ostrożna i spokojna.
Przez jedną szaloną sekundę zobaczyłem swoją twarz w jej. Potem usta Kennedy’ego. Potem coś całkowicie jej własnego.
Laura dotknęła jej ramienia. „Kochanie?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






