Jennifer pracowała ze mną od trzech lat. Odebrała wystarczająco dużo telefonów od Dereka, żeby wiedzieć, jaka jest dynamika relacji.
Spotkanie z sekretarzem przebiegło pomyślnie. W styczniu Międzynarodowy Szczyt Dyrektorów Muzeów zgromadzi w Waszyngtonie pięćdziesięciu najbardziej wpływowych liderów muzeów świata. Jako dyrektor instytucji goszczącej, będę koordynował całe wydarzenie – to ogromna odpowiedzialność i ogromna szansa na zaprezentowanie amerykańskiego przywództwa kulturalnego.
„Departament Stanu jest tym bardzo zainteresowany” – powiedział sekretarz Williams, odchylając się w fotelu. „Uważają to za miękką dyplomację. Będziemy mieli dyrektorów z Luwru, British Museum, Ermitażu i Narodowego Muzeum Pałacowego na Tajwanie. Biuro kongresmenki Chen już się z nami skontaktowało, prosząc o udział w przyjęciu inauguracyjnym”.
Podniosłam głowę.
„Rebecca Chen?”
„Tak. Przewodniczy Podkomisji ds. Sztuki i Kultury Izby Reprezentantów. Chce spotkać się z delegatami zagranicznymi, omówić programy wymiany kulturalnej”. Uśmiechnął się. „Rozumiem, że zaręczyła się z twoim bratem. Mały ten świat”.
„Bardzo małe” – powiedziałem ostrożnie.
„Moje biuro będzie koordynowane z jej biurem. Przyjęcie jest 14 stycznia. Zaznaczcie to w kalendarzu. Wygłosicie przemówienie i przedstawicie prelegenta.”
Skinąłem głową, a moje myśli już krążyły w zawrotnym tempie.
14 stycznia. Pozostały trzy tygodnie.
Nie powiedziałem Derekowi o szczycie. Nie powiedziałem mu, że jego narzeczona będzie zwiedzać muzeum w oficjalnej roli i spotka się ze mną specjalnie.
Jakaś mała, małostkowa część mnie chciała zobaczyć, jak to wszystko potoczy się naturalnie.
Większa część mnie była po prostu zmęczona. Zmęczona tłumaczeniem się. Zmęczona byciem odrzucaną przez własną rodzinę.
Nasi rodzice zawsze faworyzowali Dereka, złote dziecko, czaruś, tego, który ukończył prawo na Georgetown i teraz pracuje w prestiżowej firmie w Waszyngtonie. Kiedy zdecydowałem się studiować muzealnictwo i antropologię kulturową, mama westchnęła i powiedziała: „No cóż, przynajmniej będziesz miał spokojną pracę”.
Miła, spokojna praca.
Jakby zarządzanie jednym z najwspanialszych muzeów świata było równoznaczne ze składaniem dokumentów w zapleczu.
Derek oświadczył się Rebecce w listopadowy wieczór wyborczy. Wygrała wybory do Kongresu osiemnastoma punktami, pokonując tradycyjnie czerwony okręg. Była młoda, miała trzydzieści sześć lat, była ambitna, bystra i już zapowiadano ją jako wschodzącą gwiazdę partii.
Spotkałem ją dokładnie raz, na rodzinnej kolacji, którą Derek zorganizował w październiku. Była przyjazna, ale rozkojarzona, już w trybie kampanii.
Kiedy Derek mnie przedstawił, powiedział: „To moja siostra Sarah. Pracuje w Muzeum Historii Naturalnej”.
„Och, jak miło” – powiedziała Rebecca, odwracając się już, by odebrać telefon od swojego szefa kampanii. „Muzea są takie ważne”.
Na tym kończyła się nasza interakcja.
Sylwester minął. Spędziłem go na kameralnym spotkaniu zorganizowanym przez główną kuratorkę muzeum, dr Patricię Okoy. Przyjęcia Patricii przeszły do legendy w świecie muzealnym Waszyngtonu. Kameralne, intelektualne, pełne fascynujących rozmów z naukowcami, artystami i liderami kultury.
Prowadziłem tam o wiele ciekawsze rozmowy, niż gdybym miał okazję odbyć je na politycznym spotkaniu networkingowym Dereka.
Trzeciego stycznia Jennifer przyszła do mojego biura z dziwnym wyrazem twarzy.
„Dr Mitchell, właśnie odebrałem telefon z biura kongresmenki Chen. Chcą umówić się na zwiedzanie muzeum przed przyjęciem na szczycie”.
„W porządku. Proszę o koordynację z biurem protokołu.”
„Chcą prywatnej wycieczki, którą osobiście poprowadzisz.”
Spojrzałem w górę.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






