„Panowie, moja żona was karmi, sprząta po was, ale najwyraźniej nie śmieje się już z moich żartów!”
Kilku mężczyzn parsknęło śmiechem.
Dawid tego nie zrobił.
Zaniosłam pustą tacę do kuchni i powtórzyłam sobie to samo, co powtarzałam sobie setki razy.
Richard był po prostu Richardem.
Później wróciłem, żeby zabrać brudne talerze.
Gdy dotarłem do drzwi kuchni, w salonie nagle rozległ się głośny śmiech.
Odwróciłem się.
Richard nie siedział już na kanapie.
Stał obok telewizora.
A w jego ręku trzymał pasteloworóżowy pakunek, który trzymałam ukrytą na górze.
Moja bielizna ochronna.
Sześciu dorosłych mężczyzn patrzyło na mnie.
Richard podniósł paczkę, jakby właśnie zdobył trofeum.
„Patrzcie, co znalazłem! Nasze trojaczki już wiedzą, jak to powstrzymać, ale ich mama najwyraźniej wciąż nad tym pracuje!”
W pokoju znów wybuchła eksplozja.
Zaczęło mi dzwonić w uszach.
Nagle talerze wydały mi się niewiarygodnie ciężkie w rękach.
Richard kontynuował.
„Uważajcie, chłopaki. Nie rozśmieszajcie jej za bardzo, bo będziemy musieli chronić kanapę!”
Moja twarz płonęła.
„Richard, proszę odłóż to.”
Przewrócił oczami.
„Och, uspokój się, Bel. To żart. Jeśli się wstydzisz, może powinnaś już rozwiązać ten problem”.
Ktoś gwizdnął.
Inny mężczyzna uderzył pięścią w kanapę.
Stałem jak sparaliżowany w swoim salonie.
Richard mówił dalej.
Pokrowce na materace.
Alejka w sklepie spożywczym.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






